ZUS i PIP przełamują resortowość

ZUS i PIP poinformowały o nawiązaniu współpracy w zakresie walki z szarą strefą. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale trzeba odnotować to doniosłe zjawisko gdy dwa księstwa zaczynają ze sobą współpracować zupełnie tak, jakby stanowiły organy tego samego państwa.

Od teraz ZUS i PIP, jak dwie rodziny (może nawet i dosłownie) "wymieniać się będą zarówno informacjami o stwierdzonych u pracodawców przypadkach nieprawidłowości z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, jak i danymi statystycznymi".

Faktycznie, to rzecz niespotykana, że dwie instytucje tego samego państwa będą się wymieniać informacjami (ciekawe czy będą się też fakturować i udzielać licencji).

Może się czepiam, ale organy administracji publicznej potrafią się zmobilizować do współpracy głównie wtedy gdy chodzi o egzekucję zobowiązań. Warto przypomnieć, że prekursorem ponadresortowej współpracy już w 2002 roku była małopolska skarbówka, która wspólnie z Wojskową Komendą Uzupełnień zorganizowała nalot na Romana Kluskę.

Proszę się powstrzymać od źle udawanego zdziwienia czy złośliwych komentarzy na temat tego WKU. Wszystko było zgodnie z prawem i rzecz jasna na rzecz naszego wspólnego dobra (a ściślej "obronności państwa"). Polska jest przecież "demokratycznym państwem prawa", a "organy administracji publicznej stoją na straży praworządności" a swoim działaniem "pogłębiają zaufanie obywateli do organów Państwa" (naprawdę, tak jest napisane w KPA).

Ciekawe, że współpraca między polskimi książętami wychodzi gorzej gdy chodzi np. o wspólne zamówienia czy wymianę informacji zebranych za publiczne bądź co bądź pieniądze. Podsumowując, to dobrze, że ZUS i PIP ze sobą współpracują, choć na ich miejscu raczej bym się tym w XXI wieku nie chwalił i udawał, że tak było od zawsze.

Administratorowi państwa warto także przypomnieć, że kluczowym czynnikiem wpływającym na wielkość szarej strefy jest niska jakość usług publicznych i niska kultura prawna orgańow państwa.