Surkow: koniec zabawy w mrzonki

Władysław Surkow, jeden z doradców Putina o zacięciu filozoficzno-ideologicznym, napisał interesujący manifest pokazujący obecny stan umysłów elit politycznych Rosji. Tekst jest w skrócie o tym, że Rosja jest i będzie osamotniona w swojej unikalności, będącej hybrydą myślenia wschodniego i zachodniego. Rosja, jak pisze, była wielokrotnie zwodzona przez Zachód, od którego dobrodusznie przyjmowała na próbę wzorce kulturowe i socjalne, po czym za każdym razem była sromotnie zdradzana. Na przykład - pisze Surkow - przy pomocy Marksa, a potem przy pomocy Hayeka...

Czas porzucić marzenia o europeizacji, próbowaliśmy wszystkiego ale żeście nas oszukali, więc teraz pójdziemy swoją drogą, nawet jeśli będziemy w tym sami. Surkow przedstawia to jako powód do dumy, kończąc swój artykuł niewesołą zapowiedzią "stu lat chudych", ale za to potem, podkreśla, "dościgniemy gwiazd".

Rosja oczywiście, wbrew temu co pisze Surkow, nigdy w rzeczywistości nie "szła na Zachód", nie wdrażała zachodnich systemów politycznych ani ekonomicznych. Śmiesznie brzmią narzekania, że nie udało się coś, czego się nawet nigdy poważnie zaczęło - rosyjskie elity chętnie krytykują wolność słowa, praworządność i wolny rynek - tylko, że ich nigdy w Rosji nie było. Ani za cara, ani za komuny, ani w "mrocznych 90-tych", ani za Putina. Rosyjski system polityczny był zawsze oparty na "poniatiach" a nie na prawie, sądy zawsze były dyspozycyjne a zabójstwa dziennikarzy zawsze były metodą uciszania niewygodnej krytyki.

Rosyjskie elity polityczne od dłuższego czasu dość desperacko poszukują jakiejś ideologii, która mogłaby zjednoczyć pod jednym sztandarem cały naród - tak jak to był przy ZSRR. Wtedy był to marksizm-leninizm, ideologia pełna absurdów i sprzeczności, pisana na bieżąco w zależności od potrzeb, ale w jakimś tam stopniu domknięta i przekonująca. Ale dzisiaj nikt się już nie modli do pomników Marksa i Lenina, nie mówiąc już o ich teorii politycznej - a tak chciałoby się jakiejś ideologii...! Parę lat temu pisałem o próbach postawienia w roli ideologii państwowej duginowskiej geopolityki - czyli XIX-wiecznych pseudnoaukowych teorii z Rosją w roli centrum świata podlanych fantastycznym sosem "geografii sakralnej" i innych dziwactw. Ale geopolityka, jako pseudonauka dość mętna i mało charyzmatyczna, nie przekłada się na hasła, w które można wierzyć i nosić na wiecach.

Z tego wszystkiego wyłania się ideologiczna pustka, połatana tu i ówdzie podkolorowanymi zdobyczami w rodzaju zwycięstwa nad faszyzmem. Stały jest natomiast kult jednostki i mesjanizm, oba skutecznie podsycane przez służby religijne. Ten ostatni jest istotny, bo tak samo jak w przypadku Polski, stanowi usprawiedliwienie braku realnych reform — bo co po reformować coś, co jest historyczni skazane na sukces? A także, na poziomie czysto egzystencjalnym, patologiczny przerost administracji i jej alienacja, prowadząca do zapaści ekonomicznej, co niepokojąco przypomina koniec XIX wieku.