Polski Roskomnadzor, podejście 2.0

Po nieudanej inicjatywie wprowadzenia cenzury Internetu w Polsce w 2010 roku temat powraca, tym razem z inicjatywy jednej z firm bukmacherskich chcących w końcu rozwinąć na polskim rynku skrzydła.

Łukasz Jachowicz napisał właśnie o informacji prasowej, w której firma Genesis PR przekonuje o stratach Skarbu Państwa wynikających z braku cenzury Internetu w Polsce. Firma uruchomiła w tym celu stronę www.ratujmybudzet.pl, na której stara się przekazać kilka kluczowych tez. Robi to prawdopodobnie na zlecenie grupy Fortuna. Domena został zarejestrowana we wrześniu 2013, wkrótce potem miały miejsce pierwsze wrzutki medialne, w których pojawia się nazwa tej firmy (Nielegalne serwisy hazardowe zdominowały polski rynek).

Pierwsza teza to rozpowszechnione w środowisku polskiej skarbówki przekonanie, że to wyłącznie brak cenzury internetowej skutkuje żałosną nieskutecznością ustawy hazardowej uchwalonej w 2010 roku. Druga teza głosi, że cenzura działa w innych krajach. Trzecia — że większość Polaków popiera wprowadzenie cenzury.

Teza pierwsza jest głównie wyrazem urażonej dumy osobistej ludzi, którzy w aferalnych okolicznościach napisali i uchwalili ustawę hazardową, której częścią miał być Rejestr Stron i Usług Niepożądanych (RSiUN). Jest to akt prawny, który można uznać za pomnikowy przykład polskiego niechlujstwa i chciejstwa legislacyjnego, o czym szczegółowo można przeczytać w raporcie Julii Pitery (Proces nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych w latach 2008-2009) jak i w moim artykule omawiającym rozporządzenia o RSiUN (Jak się tworzy złe prawo? Przypadek RSiUN).

Teza druga dotyczy wyłącznie dwóch krajów europejskich — Danii i Włoch, które były również przykładem, na który powoływało się Ministerstwo Finansów w 2010 roku. Nietrudno to zrozumieć, bo pod względem korupcji, braku kultury prawnej i rozmiarów szarej strefy włoska administracja ma wiele wspólnego z polską. Równocześnie nie są wspomniane kraje, w których "nielegalny hazard internetowy" nie podlega cenzurze — jak na przykład Wielka Brytania, w której hazard w ogóle przynosi budżetowi ok. 6 miliardów funtów rocznie (z czego ok. 10% to hazard internetowy). Podsumowując: hazard internetowy w Polsce odbywa się w szarej strefie nie dlatego, że nie ma cenzury, tylko dlatego, że resort finansów, kierując się dziecięcą naiwnością jeśli chodzi o wyimaginowane zyski, zrobił wszystko by wypchnąć do niej istniejących operatorów. I całkiem niewykluczone, że resort robił to wówczas mamiony sugestiami kilku istniejacych graczy na tym rynku, którzy postanowili oddać mu nieco więcej ale za to skutecznie wykosić z niego konkurencję. Niestety, nie udało się — a teraz narzekają.

Istotę tezy trzeciej — o większości Polaków — można zrozumieć zaglądając na tę stronę i zapoznając się z treścią pytania zadanego ankietowanym, więc nie widzę potrzeby rozwijania tego wątku.

Dlaczego nie?

Dlaczego cenzura internetowa budzi w Polsce tak silny sprzeciw społeczny, że udało się ją skutecznie utrącić w 2010 roku? Pisałem już o tym szczegółowo rok później (Dlaczego filtrowanie treści w Polsce budzi kontrowersje?), więc nie będę tego powtarzał.

Chciałbym natomiast uzupełnić tamten artykuł o kilka faktów, które miały miejsce od tej pory. Jedną z obaw obywateli protestujących wtedy przeciwko RSiUN było to, że w kraju o tak niskiej kulturze prawnej jak Polska narzędzie cenzorskie stworzone w jednym, konkretnym celu zostanie szybko rozszerzone do innych celów.

Dokładnie taką sytuację mogliśmy właśnie oglądać w Rosji, gdzie w 2012 roku wprowadzono powszechną cenzurę internetową w celu walki z ekstremizmem, samobójstwami i innymi realnymi zagrożeniami (Rosyjski rejestr stron i usług niepożądanych). Rejestrem tym zarządza rządowa agencja Roskomnadzor.

I dzisiaj, w trakcie kryzysu krymskiego, rosyjski rząd nie miał żadnych oporów przed wykorzystaniem tego narzędzia do zablokowania całego szeregu rosyjskojęzycznych portali internetowych publikujących informacje zaledwie krytyczne wobec polityki władz. Było to możliwe, bo administracja miała w ręku narzędzie, z którego mogła z dnia na dzień skorzystać. Rzecz jasna budziło to protesty — że cenzura polityczna, że naciąganie prawa — ale urok cenzury politycznej polega na tym, że dzięki niej takich protestów nie słychać.

Related Items