Czy rolnicy to pasożyty?

Dziś rano miałem przyjemność wysłuchać w Trójce wypowiedzi panów Marka Zająca i Piotra Gabriela, którzy pomstowali na niskie zaangażowanie rolników w eurowybory.

Rolnicy są klasą, która najbardziej zyskała na integracji, tak odebrałem wypowiedź komentatorów, dlatego niska frekwencja na wsi jest czarną niewdzięcznością. Panowie dołożyli do tego fakt, że rolnicy nie płacą podatków na zasadach ogólnych i wyszło im, że rolnicy są "jak huba". Czyli zgodnie ze SJP "grzyb pasożytniczy pasożytujący na drzewach".

Co do zysków na integracji to nie jestem tego taki pewien. Ogromne koszty związane z absurdalnymi standardami produkcji żywności doprowadziły przecież do tego, że mały rolnik, który przez ostatnie pół wieku oddawał mleko z pięciu krów do skupu teraz może co najwyżej pracować u sąsiada-latyfundysty, a drożejące pomidory kupować w sklepie, dokąd są dowożone np.  z Hiszpanii.

A dopłaty bezpośrednie? Widziałem niedawno bele siana gnijące od zeszłego roku na ogromnych łąkach w Bieszczadach - gnijące, bo skoszono je tylko dla dopłat. Czy płacenie rolnikom za antyrolnictwojest aż takim powodem do radości?

Co do pasożytowania podatkowego to pozwolę sobie przypomnieć, że środowiska twórcze też przecież nie rozliczają się na zasadach ogólnych tylko zwykle na umowę o dzieło lub umowę zlecenie.

W przeciwieństwie do osób prowadzących działalność gospodarczą, które płacą podatek dochodowyod pełnej kwoty przychodu, "środowiska twórcze" płacą go od połowy przychodu,bo 50% liczy się na koszt jego uzyskania przy umowie o dzieło z przeniesieniem praw majątkowych (20% bez). Umowy te są również zwolnione z VAT, co znacząco odróżnia sytuację podatkową osoby np. zajmującej się doradztwem na umowę o dzieło i w ramach działalności gospodarczej.

Kiedy kilka lat temu kolejne rządy próbowały te dość absurdalne przywileje zlikwidować, to "środowiska twórcze" - w tym dziennikarze - w większości zawrzały oburzeniem wobec tej próby ograniczenia ich przywilejów podatkowych.

Comments

gemini

Co do roznych absurdow na polskiej wsi to sie zgadzam, ze to czesto bezsensowne marnowanie pieniedzy.
Niemniej te pieniadze ktos dostaje i to sa rolnicy. Mniejsi wieksi ale jednak rolnicy.
Co do oddawania mleka od 5 krowek tez nie moge sie nie zgodzic. Wielu rolnikow majacych po kilka krowek nadal sprzedaje mleko do mleczarni (woj. wielkopolskie)- warunek posiadania chlodziarki nie jest az taki nie do spelnienia...

Jak juz Pan porownuje "przywileje" to wypadaloby to zrobic doglebniej.

Rolnicy maja ubezpieczenie w KRUS (ok 300pln na kwartal - i maja oplacony dzieki temu NFZ i skladke emerytalna/rentowa)
Podczas gdy taki uprzywilejowany dziennikarz Pana zdaniem zeby miec ubezpieczenie zdrowotne (od umow o dzielo nie odprowadza sie skladek zadynch - jedynie podatek) musialby na sam NFZ tylko wyrzucic 300pln ale miesiecznie.
O skladce emerytalnej/rentowej nawet nie mowie.

Po drugie brak VAT'u przy wiekszosci ludzi zatrudnionych na UoD czy UZ jest w zasadzie nieistotny. Moge sie zalozyc ze 99% ludzi pracuje w ten sposob dla firm, ktore to w wiekszosci moga sobie VAT odliczyc - wiec zamiast wyplacac kwote z umowy + vat firma sama odprowadza ten VAT.
W sensie stricte to zwolnienie i tak do konca nie wystepuje - bodajze po przekroczeniu 100tys pln i tak trzeba sie rejestrowac jako platnik VAT. Ale to w zdecydowanej wiekszosci przypadkow nic nie zmienia i tak.

Problemem jest samo istnienie

Problemem jest samo istnienie rozlicznych przywilejów a nie ich rozkład. Łatwo jest bronić każdego z nich emocjonalnymi argumentami o tym, jak to komu jest trudno i tę retorykę stosują po równo rolnicy, górnicy i nauczyciele. Rezultat jest taki, że państwo ma gigantyczne koszty w klasie wydatków sztywnych i to często o charakterze praw nabytych. A tymczasem zarówno rolnik jak i górnik mógłby być traktowany przez prawo tak samo bez szkody dla specyfiki tych zawodów. Np. system emerytalny - wystarczy by koszt wcześniejszej emerytury był finansowany przez odpowiednio wyższą składkę, którą i tak przecież pokrywa pracodawca czyli kopalnia.