Bezrobocie — brać przykład z Niemiec

Janusz Palikot chce brać przykład z Niemiec w zakresie walki z bezrobociem. I słusznie, ale jeśli czerpać z dobrych doświadczeń to w całości a nie po kawałku!

Niemcy notują najniższe bezrobocie od zjednoczenia kraju - 5,7 proc. choć rozwijają się wolniej od nas, a w 2009 r. ich gospodarka skurczyła się o ponad 5 proc. (Janusz Palikot - Urzędy pracy do likwidacji)

I dalej pisze o systemie wsparcia bezrobotnych w Niemczech, asystentach pomagających znaleźć pracę i zadaniowym rozliczaniu urzędników za to odpowiedzialnych. Wszystko to prawda, bo polski system pomocy społecznej sprzyja uzależnieniu od zasiłków a sztywna siatka płac w sektorze publicznym działa demotywująco, przeciwskutecznie i jest zwyczajnie niesprawiedliwa.

Palikot pomija wszakże jeden istotny aspekt niemieckiego prawa pracy jakim jest brak ogólnokrajowej płacy minimalnej. Niemcy mają takie stawki w określonych branżach i zawodach (np. budownictwie i agencjach pracy tymczasowej), ale płacy minimalnej rozumianej tak jak w Polsce, w dowolnym zawodzie na dowolnym stanowisku (minimalne wynagrodzenie tysionc pińcet minus podatki), w Niemczech nie ma po deregulacji przeprowadzonej przez socjaldemokratę Gerharda Schroedera (!). W Niemczech można pracować na etat i zarabiać tyle ile u nas zarabia się na umowach o dzieło czy zleceniach.

Dyskusje na temat wpływu płacy minimalnej na gospodarkę są bardzo zróżnicowane i gorące (Wikipedia: Economics of the minimum wage) ale istnieje "naukowy konsensus" (jeśli o czymś takim można w ogóle mówić w ekonomii) na temat negatywnego wpływu płacy minimalnej na bezrobocie. Zwłaszcza w segmencie pracowników niewykwalifikowanych i rozpoczynających swoją przygodę na rynku pracy.

W Polsce od dawna rynek pracy od dawna radzi sobie z tym problemem na sposób w naszej kulturze powszechnie akceptowalny — ustawowe minimalne wynagrodzenie sobie, a życie sobie. Ludzie ci pracują po prostu w szarej strefie, wyjątkowo dużej w skali Europy. Ich stawki mogą być w ten sposób mniejsze od ustawowej płacy minimalnej, koszt pracy jest akceptowalny dla pracodawcy a głównym poszkodowanym jest państwo. I to podwójnie, bo z jednej strony nie pobiera od tej pracy podatków, a z drugiej jeszcze ma tych ludzi porejestrowanych jako bezrobotnych (choć pracują) i wypłaca im zasiłki.

Related Items