Ideał sięgnął zmywaka - umowy śmieciowe w Krytyce Politycznej

Umowa-zlecenie to jak wiadomo "śmieciowa umowa", albowiem nie daje pełni zabezpieczeń socjalnych. Oczywiście jest taką tylko wówczas gdy na jej podstawie zatrudnia kapitalista. Co innego gdy pracowników fizycznych zatrudnia na umowę-zlecenie Krytyka Polityczna.

Najpierw Krytyka Polityczna opublikowała na warszawskim Gumtree ogłoszenie (już go nie ma), w którym zachęca do pracy w jej kawiarni na podstawie umowy-zlecenia. Ktoś to wyłapał i zwrócił uwagę na drobną kolizję między obszerną krytyką zatrudniania pracowników na umowę-zlecenie a praktykami samej KP.

Temat podchwycił następnie Wojciech Orliński, podpierając się naukowym jak cały marksizm Facebookiem. Wkrótce potem serwis warszawa.gazeta.pl przerobił to bardziej chwytliwym tytułem: Umowy śmieciowe w lewicowym lokalu? "Nie ma wyboru". Potem pod tekstem Orlińskiego pojawił się komentarz wskazujący, że pracodawca autora robi dokładnie to samo, czyli zatrudnia w jakiejś Gazeta Cafe pracowników na umowę-zlecenie:

Tyle, że "Agora", w odróżnieniu od KP, nie prowadzi na swoich łamach jakiejś szczególnej kampanii przeciwko umowom -zleceniom i prezentuje dość wolnorynkowe poglądy na gospodarkę oraz sceptycyzm wobec związków zawodowych (w tym wśród swoich własnych pracowników). Zwłaszcza po 2008 roku.

Wracając nieco do historii — w 2009 roku zbankrutowała "Trybuna", następczyni peerelowskiej gadzinówki — "Trybuny Ludu". Jak donosiły wówczas inne media z tych okolic sceny politycznej (Przegląd) "Trybuna" miała wówczas wielomilionowe zaległości nie tylko wobec drukarni (bo to w końcu tylko kapitalista) ale także wobec ZUS. Innymi słowy gazeta, która na swych łamach wielokrotnie apelowała o podnoszenie podatków "społecznych" sama tych podatków nie opłacała. Ciekawe jak się czuli autorzy piszący "Trybuny" apele o zaostrzenie rygorów składkowych gdy się o dowiedzieli, że ich własnego pracodawcy nie było stać na ich zapłacenie?

Warto odnotować, że odpowiedź Krytyki Politycznej jest zupełnie przytomna i rozsądna, a Orliński też po odklepaniu kilkunastu akapitów złośliwości pod adresem jakiegoś Jasia Kapeli aż jeden z nich poświęcił na zwrócenie uwagi na problem umów-zleceń. Z drugiej jednak strony, skoro nawet Krytyka Polityczna dostrzegła jakiś sens w stosowaniu umów-zleceń i — w odróżnieniu od niektórych swoich autorów — nie traktuje ich dogmatycznie jako grzechu śmiertelnego, to może łatwiej będzie jej zrozumieć, że inni pracodawcy też mogą mieć ku temu dobre powody?