Efekt uboczny akcji afirmacyjnej

Jak donosi gazeta.pl ze Szwecji"zjawisko preferowania mężczyzn - powszechne na sfeminizowanych wydziałach uniwersyteckich czy kierunkach, takich jak: psychologia, weterynaria lub studia nauczycielskie - to niechciany efekt uboczny polityki równouprawnienia."

I tak zwolennicy dyskryminacji pozytywnej odkryli zdumiewające zjawisko, że po przelaniu wody z jednej szklanki do drugiej w tej pierwszej wody ubyło, a im chodziło tylko o to, żeby w drugiej było więcej!

Ale tę patologiczną niesprawiedliwość można przecież łatwo rozwiązać przyjmując, że parytet działa tylko w stosunku do płci żeńskiej. Rozumienie równości jako - no cóż - po prostu równości jest staroświeckie i słownikowe. Równość należy rozumieć dialektycznie.

Szwedzkie uczelnie powinny mieć więc pełne prawo nie przyjmowania młodych samców np. na psychologię. Ich odpowiedzialność za dyskryminację bliżej nieokreślonych kobiet z przeszłości jest oczywista, powinni więc ponosić konsekwencje wybrania tej a nie innej płci.