"Wypalił rozjuszony do żywego Mikołaj Budzanowski"

We "Wprost" artykuł o ekoterrorystach, którzy za pomocą nowej broni masowego rażenia atakują nowe miejsca pracy w Polsce!

Te miejsca pracy są przeznaczone dla Aleksandra Grada i jego kolegów (wybranych rzecz jasna wyłącznie w konkursach) więc trzeba pokazać kto nam tutaj bruździ i wtyka patyki w szprychy galopującego etatyzmu. "Wprost" wskazuje zatem (Ekoterroryści gaszą światło) na Client Earth i inne organizacje czyniące niecny użytek z najbardziej złowieszczej broni masowego rażenia, jaką wymyślono w Europie Środkowo-Wschodniej — polskiego prawa.

Jestem całym sercem za elektrowniami (także jądrowymi) ale wiecie... jakbyście nie mieli dziur prawnych to by wam pozwoleń w sądach nie pouchylali. A że prawo porąbane? To już z tym proszę do swoich politycznych sponsorów — większość obywateli musi w tym bagnie prawnym żyć na codzień.

– ClientEarth działa przeciwko interesowi publicznemu państwa! – wypalił rozjuszony do żywego Mikołaj Budzanowski, minister skarbu państwa, kiedy kolejne projekty kontrolowanych przez państwo spółek grzęzły w sądach.

Ale jak "moje" sprawy grzęzły w sądzie przez cztery lata to pan Budzanowski jakoś nie "wypalał rozjuszony". Bo to nie jest problem polegający na tym, że ClientEarth wepchnął te sprawy w bagno polskiego sądownictwa. Ten problem polega na tym, że polskie sądownictwo jest bagnem, w którym sprawy utykają na tak długo, że na Euro 2012 trzeba było uchwalać specustawy. Tu nasuwa się nieodparte pytanie — kto odpowiada za sądownictwo w Polsce? Czy ClientEarth czy może jednak będący u steru już drugą kadencję rząd, który dopiero pod jej koniec zaczyna nieśmiałe zmiany?

Moim zdaniem takie budzące gniew urzędników działania są w Polsce niezbędne aby dokonała się faktyczna transformacja z republiki bananowej, w której prawo jest dialektycznie naginane przez silniejszego (czyli zwykle państwo), w państwo prawa. I te zmiany zaczęły się już powoli dokonywać. Na przykład to warszawska skarbówka jako pierwsza w kraju zaczęła ewolucję z homo sovieticus w sapiens właśnie dzięki takiej dobrze opłacanej, warszawskiej korporacyjnej kadrze prawniczej, która pokazała urzędnikom, że istnieje coś takiego jak przepisy prawa, które ich też obowiązują (suprise!).

Podobnie z Komisją Europejską, która na przestrzeni ostatnich lat przetrzepała parę projektów robionych za unijne pieniądze. Co istotne, robionych zgodnie z mającą u nas pierwszeństwo nad Konstytucją zasadą "wicie-rozumicie". Lekcja bolesna, kosztowna (kary zapłacili z naszych pieniędzy, premie wzięli jak zwykle) ale moim zdaniem z cywilizacyjnego punktu widzenia bezcenna.