Wszystko ważniejsze od chodnika

Kilka razy pisałem już o uspokajających sumienie statystykach, z których wynika, że w Polsce wypadki drogowe zdarzają się niemal wyłącznie w wyniku wrodzonej głupoty kierowców. Teraz ciekawe studium przypadku.

Oczywiście, głupota i brawura odgrywa swoją rolę. Ale głupcy i ryzykanci są także w innych krajach Unii Europejskiej, a tymczasem wypadków najwięcej mamy my. Jak pisałem we wcześniejszych artykułach na ten temat (Ale gdzie są polskie drogi?, Niedostosowanie prędkości do warunków ruchu) to co wyróżnia Polskę to połączenie brawury oraz tragicznej infrastruktury drogowej. Brawura występuje wszędzie — gdyby w legendarnej Szwecji wszyscy jeździli zgodnie z przepisami to nie byłyby potrzebne charakterystyczne stalowe linki rozdzielające pasy jezdni. Na brawurę nie mamy wpływu, na sieć drogową — jak najbardziej. Mądre rządy tak planują infrastrukturę drogową by minimalizowała skutki głupoty kierowców. To racjonalne, bo koszty wypadków drogowych w Polsce sięgają 2% PKB rocznie.

Budowa autostrad jest droga i skomplikowana. Ale chodniki? W 2008 roku wypadków zakwalifikowanych jako "najechanie na pieszego" było prawie 15 tysięcy i zginęło w nich prawie 2 tys. osób. Dla porównania, zderzeń dwóch pojazdów było 23 tys. i zginęło w nich... też trochę ponad 2 tys. osób. Nie udało mi się znaleźć żadnego przepisu, który obligowałby samorządy lub zarządy dróg do budowy chodników — jest to kwestia dobrej woli i priorytetów. Nie znalazłem też żadnych krajowych statystyk typu "ile procent dróg w terenie zabudowanym ma chodniki" ale wystarczy wpisać w Google "walczą o chodnik" by zobaczyć jaka jest skala tego zjawiska — "walczą" praktycznie wszędzie.

Mamy więc absurdalną sytuację, w której prawo "ze względów bezpieczeństwa" drobiazgowo reguluje wysokość kuchni w restauracjach ale równocześnie za rzecz zupełnie normalną i sankcjonowaną prawem (art. 11.1 ustawy Prawo o ruchu drogowym) uznajemy sytuację gdy pieszy porusza się metr od strumienia kilkutonowych pojazdów sunących kilkadziesiąt kilometrów na godzinę!

Problem dobrze ilustruje artykuł "Walcząc o chodnik chcą blokować drogę powiatową" z "Dziennika Polskiego". Opisuje on sytuację mieszkańców Nielepic, w których droga bez chodnika jest głównym ciągiem komunikacyjnym pieszych:

Po jednej stronie wąskiej drogi jest skalna skarpa, po drugiej mur oporowy. (...) Ostatnio szłam z Rudawy z dzieckiem w wózku. Nie wiedziałam, w którą stronę uciekać przed samochodami. Pobocza nie ma. Czy powinnam wskoczyć na skały? - pyta Iwona Gondek z Nielepic.

Podobnie sytuację na drodze drodze krajowej nr 8 opisuje ktoś na WP:

Jeżdzę często DK8 odcinek Wrocław-Kudowa Zdrój. Jest to jeden z najniebezpieczniejszych odcinków Polsce. Dlaczego? Jest to droga międzynarodowa, ruch ogromny w obie strony a jezdnia jest tak wąska że ledwo się mieszczą 2 autokary jadące z naprzeciwka, zero pobocza. Droga jest kręta, duzo tirów więc wyprzedzają na chama. Kilka lat temu koleiny były tylko na paru odcinkach. Lata mijają a remontów nie widać. Prawie cały dystans od DW do DKL jest to jedna wielka koleina. Szczególnie niebezpieczne przy wyprzedzaniu. No ale radarów mamy pod dostatkiem... w końcu gminy muszą zarabiać. Śmiertelny wypadek na tym odcinku średnio raz/dwa razy na tydzień.

W Nielepicach władze powiatu i gminy tłumaczą, że nie ma pieniędzy — od 20 lat. W międzyczasie jednak zbudowały "kosztowne ronda, Jurajskie Raje, miejsca spotkań rekreacyjnych" i masę innych rzeczy, których wpływ na bezpieczeństwo jest na pewno mniejszy niż zwykłego chodnika. Fajnie, że rząd redystrybuuje pieniądze na budowę boisk piłkarskich (w Krakowie aż dwóch, bo radni są kibicami dwóch drużyn) tłumacząc, że sport to zdrowie.

Ale co komu po zdrowiu jak w wieku kilkunastu lat go przejdzie samochód podczas wieczornego powrotu z tego boiska? Pod tym względem nadal prezentujemy mentalność buraka, który buduje przydomową siłownię, ale nadal nie ma łazienki i prysznica tylko drewnianą balię i "sławojkę" w ogrodzie.

Comments

http://www.gazetakrakowska.pl

http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/1042535,wypadek-w-libertowie-wedlu...

Urzędnicy mają niezawodną odpowiedź: brakuje im pieniędzy na inwestycje. - Trudno się nam zgodzić z zarzutem o bezczynności - twierdzi Iwona Mikrut z GDDKiA. - Planujemy zbudować przejście podziemne w Libertowie, kładkę i wiadukt w Gaju, w Głogoczowie dwie kładki i w Jaworniku dwie kładki. Mamy przygotowaną dokumentację. Ale nie mamy środków na realizację tych inwestycji - tłumaczy Mikrut.

http://www.echodnia.eu/apps/p

http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090923/POWIAT0104/70...

- Wystarczyło wybudować dodatkowe 150 metrów chodnika a nasze dzieci idące do szkoły byłyby bezpieczne. Wciąż jednak chodzą drogą między pędzącymi ciężarówkami - alarmują mieszkańcy Zabłocia w gminie Zagnańsk.

NIK w 2013

Drogi lokalne to 95 proc. wszystkich dróg w Polsce. Tymczasem nakłady przeznaczane na nie są mniejsze niż na pozostałe 5 proc. dróg krajowych. W konsekwencji mamy coraz więcej porządnych ekspresówek i autostrad, ale otoczonych przez zaniedbane i niebezpieczne drogi dojazdowe. To właśnie na nich ginie w wypadkach najwięcej ludzi.

W przypadku kontroli samorządów jest z tym jednak pewien kłopot. NIK nie może oceniać ich działań pod względem celowości. Na tym poziomie administracji inspektorzy oceniają tylko legalność i rzetelność przeprowadzonych przez urzędników inwestycji. Wyobraźmy sobie, że jakaś niewielka gmina zdecydowała się wybudować na swoim terenie duży basen. W tym przypadku ustawodawca pozwala NIK ocenić, czy było to działanie zgodne z prawem oraz czy wykonano je porządnie. – Tymczasem patrząc na niektóre decyzje samorządowców chcielibyśmy zapytać, czy były one w ogóle potrzebne? – mówi Kołtun. I przyznaje, że Izba ma wiele takich wątpliwości w odniesieniu do tego, jak samorządy zajmują się drogami lokalnymi. – My nie możemy powiedzieć im tego wprost, ale może skorzystają z wiedzy, jaką podzielili się z nami eksperci.

http://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-przyjrzy-sie-gigantycznej-sieci-za...

Glosa do Nielepic

Piękny kawałek (Dziennik Polski):

- Wiem, że piesi nie mają komfortu, ale też nie ma tu bardzo dużego zagrożenia w porównaniu z innymi drogami w powiecie - uważa dyrektor Pałach. Stanisław Dam wspomniał o niedawnym wypadku z dachowaniem auta oraz o niezgłaszanych policji kolizjach, a radny Paweł Rudzki ripostował, że dlatego nie ma wypadków, bo Pan Bóg czuwa nad mieszkańcami Nielepic.