VAT czyli jak rozłożyć gospodarkę USA

W Polsce do biurokracji jesteśmy przyzwyczajeni i traktujemy ją jako zło konieczne. Ciekaw jestem szoku kulturowego gdy Amerykanie zorientują się jaki prezent sprawił im nowy modny prezydent przy okazji reformy podatkowej.

Zapowiedź wprowadzenia w USA podatku VAT na poziomie federalnym to nie tylko prosta reforma podatkowa - to przede wszystkim potężna rewolucja w sposobie prowadzenia biznesu oraz rozrost aparatu biurokratycznego.

Dziesięcioprocentowy podatek VAT brzmi całkiem fajnie, zwłaszcza że w Polsce typową stawką jest 22%. Tylko, że koszt podatku VAT to nie tylko te 10% czy 22% płacone w cenie produktu.

Prawdziwy koszt podatku VAT to ogromne koszty pośrednie ponoszone przez firmy w związku z jego naliczaniem, odliczaniem i dokumentacją. Jest to koszt wystawiania faktur, koszt ich doręczania, koszt wieloletniej archiwizacji, koszt kas fiskalnych oraz zmiany całej logiki towarzyszącej wzajemnym rozliczeniom.

Proszę pamiętać, że ze względu na specyfikę odliczania tego podatku faktura VAT nabiera mocy świętego papieru, którego treść i forma jest uregulowana mnóstwem przepisów. Nie tylko zresztą forma, bo ze specyfiki VAT wynika przecież także obowiązek dostarczenia faktury kupującemu oraz cały cyrk związany z "oryginałem", "kopią", "duplikatem" czy znana z projektów unijnych "mania niebieskiego długopisu".

Nieudolną próbą ograniczenia ogromnych kosztów związanych z podatkiem VAT była ze strony Brukseli dyrektywa o fakturach elektronicznych, która promowała wykorzystanie innego nieudanego pomysłu unijnej biurokracji czyli kwalifikowanego podpisu elektronicznego. Jest to typowy przykład próby uczynienia objawów choroby nieco bardziej znośnymi, zamiast jej leczenia.

Żeby zrozumieć skalę rewolucji mentalnej, z jaką być może będą musieli się zetknąć Amerykanie trzeba mieć świadomość drastycznej różnicy w poziomie papierkologii towarzyszącej robieniu interesów w USA i w Europie.

Do tej pory często korzystałem z usług firm amerykańskich np. kupując u nich tańsze niż u nas usługi hostingowe. Do niedawna prośba o fakturę wywoływała tam konsternację, zwłaszcza w firmach nie nawykłych do potrzeb klienta z Europy.

W odpowiedzi zwykle dostawałem email z napisaną w paru linijkach "fakturą" - nazwa usługi, cena oraz dane stron transakcji. Sprzedawcy nie do końca rozumieli po co mi te dane, skoro sam najlepiej wiem co i za ile kupiłem i od kogo. Jeśli prezydentowi Obamie uda się przepchnąć ten pomysł to wkrótce się dowiedzą po co.

Europejska miłość do Baracka Obamy może teraz nabrać solidnych podstaw - prezydent USA może w końcu umożliwić Europie osiągnięcie zapisanego w Strategii Lizbońskiej bajkowego celu dogonienia gospodarki USA. Ale nie przez uczynienie gospodarki europejskiej bardziej konkurecyjną, tylko o cofnięcie amerykańskiej do poziomu europejskiego.