Utopijna dziesięciolatka czyli EU 2020

Zwłoki Strategii Lizbońskiej jeszcze nie wystygły, a tymczasem Komisja Europejska zakończyła konsultacje do nowej strategii gospodarczo-społecznej na lata 2010-2020. Co tam można znaleźć?

Strategia Lizbońska w 2000 roku ambitnie zapowiadała, że do 2010 roku przegoni gospodarczo Stany Zjednoczone i stanie się najwyraźniej żywym dowodem, że gospodarka oparta na wewnętrznych sprzecznościach i centralnym planowaniu jest lepszym ustrojem niż dziki liberalizm gospodarczy.

O perypetiach Strategii czytaj tutaj: Strategia lizbońska stoi tam gdzie zawsze (2008)

Cele strategiczne oczywiście osiągnięte nie zostały bo nie da się zmienić niekonkurencyjnej i spętanej przez biurokrację gospodarki za pomocą nieznacznych korekt w zasadach połowu dorsza na Bałtyku (jedna z "reform" uchwalonych w 2005).

Oficjalnej klapy Strategii jakoś szczególnie nie uczczono – jak w 2004 roku – tylko szybko przemianowano ją na "plan wyjścia z kryzysu" (economic recovery plan) i zapowiedziano stworzenie nowej strategii. Obecna strategia ma się nazywać EU 2020 i jej hasłem jest nadal "wzrost i praca" (growth and jobs).

Co tam będzie? Obstawiam, że te same pobożne życzenia, które dużo mówią o tym "jak ma być" (tanio, dużo tego, mało tamtego, w ogóle fajnie) i nic o tym "jak to zrobić", bo to wymagałoby jednoznacznych decyzjipolitycznych, które można wspierać lub krytykować, ale przede wszystkim można z nich rozliczać.

To znaczy - gdyby KE powiedziała wprost, że stawia na wysoką konkurencyjność Europy w zakresie nowych technologii, to łatwo jest wypunktować, że subsydiowanie strupieszałych molochów temu celowi akurat nie służy. Ale jako cel stawiamy sobie np. "konkurencyjność w warunkach pełnego zatrudnienia" to w tym pozbawionym priorytetów oksymoronie można łatwo umieścić każdą formę dopłaty, jaką akurat wydepta sobie w KE francuskie czy niemieckie konsorcjum.

Marketing polityczny mamiący "powolny ale szybkim wzrostem" i "centralnym ale elastycznym sterowaniem" najwyraźniej okazał się skuteczny i pozwalał przez 10 lat skutecznie wyciągać KE pieniądze na własne utrzymanie i na mniej lub bardziej bezsensowne projekty, których nikt z własnej kieszeni nigdy by nie sfinansował.

O tym jakie będa priorytety Komisji Europejskiej na najbliższe lata mówią więcej czyny niż słowa. Nie ulega wątpliwości, że Komisja zażarcie będzie walczyć o szczodre finansowanie samej siebie:

The European Commission Wednesday (6 January) said it would take member states to court for blocking a standard pay rise due to EU civil servants. (EU staff pay dispute ends up in court)

Z pewnością nie odpuści również planu zagnania do pracy większej ilości podatników bo fakt, że znaczna część pań nadal pracuje w domu nie płacąc składek na słabnące fundusze emerytalne jest niedopuszczalna. Rozbawienie budzi zwłaszcza wypowiedź komisarza ludowego Vladimíra Špidli, który chce ratować przyrost naturalny goniąc więcej kobiet do pracy:

But the crisis has not altered the long-term challenges we face, such as stronger labour markets, sustainable social systems, and the ageing population. Gender equality is part of the solution for exiting the crisis and can help ensure growth, employment and social cohesion in the long term too. (Gender equality is part of the solution to exit the crisis)

O tym, że nawet w dobie kryzysu nie można odpuszczać walki na froncie ideologicznym świadczy fakt, że Komisji udało się jednak wysupłać fundusze na zatrudnienie w Wilnie 30 ekspertów od genderu. Zasilą oni Europejski Instytut Równości Płci, którego utrzymanie będzie kosztować jedynie niecałe 9 mln euro rocznie, czyli ok. 1,2 mln zł na osobę rocznie czyli 100 tys. zł na osobę miesięcznie:

The Institute's budget for the period 2007-2013 is 52.5 million €. The Institute will employ approximately 30 staff during 2010 and envisages the engagement of seconded national experts to enhance its expertise in the field of gender equality. (European Institute for Gender Equality opens its doors in Vilnius)

Jeśli już jesteśmy przy finansach, to nie można nie odnotować cyklicznie artykułowanej przez różnych polityków unijnych delikatnej krytyki różnych stawek podatkowych w Państwach Członkowskich. Wiadomo – jeśli podatki są różne, to i różne są koszty pracy, życia i prowadzenia biznesu. Jeśli gdzieś podatki są niższe to stwarza niezdrową pokusę, by tam właśnie się przenosić. Istniejące regulacje unijne (np. stawek VAT) pozostawiają najwyraźniej zbyt dużą swobodę i prowadzą do ponurej patologii, której na imię "konkurencja".

Ponieważ nadmierne wydatki socjalne łatwo jest podnieść a trudno zredukować, nie należy oczekiwać że proponowana "harmonizacja" podatkowa będzie wyrównaniem w dół. W jakim kierunku ma to zmierzać i komu Unia będzie zwłaszcza sugerować  "doharmonizowanie się" można przeczytać w wypowiedzi byłego komisarza Mario Montiego (EU single market needs tax co-ordination, says Monti).