Uniwersytet jako wspólnota profesorów

Pracodawcy narzekają na niski poziom absolwentów polskich uczelni, a absolwenci na program studiów. U źródła tego malkontenctwa leży całkowite niezrozumienie roli uczelni.

Pracodawcy skarżą się, że absolwenci uczelni niewiele umieją:

99 proc. wszystkich kandydatów na oferowane stanowiska nie spełniło wymagań pracodawców. Jak pisze "DGP", nie potrafili oni ocenić kondycji finansowej przedsiębiorstwa, nie mieli elementarnej wiedzy z zakresu procesu rozliczania, nie znali przepisów podatkowych ani prawa o zamówieniach publicznych.

Podobnie nieuzasadnione pretensje mają również studenci (komentarz P.J. z FB):

I niestety ten smutny wniosek mogę potwierdzić, bo studia ekonomiczne (jestem absolwentem UE Poznań) niczego praktycznego nie uczą. w ogóle za mało zajęć z prognozowania/symulacji, za mało excela, za mało prawa, za dużo historii myśli ekonomicznej, polityki społecznej, itp

U źródła tego zupełnie bezpodstawnego malkontenctwa leży całkowite niezrozumienie roli uczelni w Polsce, a ściślej błędne postrzeganie jej celów i mylne wyobrażenia co do ich udziałowców, jeśli tak można powiedzieć.

Uroczy fragment o "historii myśli ekonomicznej, polityki społecznej" dość dobrze pokazuje istotę problemu. Studenci i pracodawcy nie rozumieją bowiem, że tych wszystkich profesorów od marksizmu-leninizmu i dialektyki materialistycznej, licznie naprodukowanych w PRL, nie można przecież tak po prostu zwolnić tylko dlatego, że nikt już nie chce korzystać z ich wiedzy.

Udziałowców polskiego szkolnictwa wyższego przedstawił kilka miesięcy temu jeden z profesorów z Wrocławia, cytowany przez dra Andrzeja Dybczyńskiego:

Musi Pan się nauczyć, Panie Dziekanie, że Dziekani się zmieniają, a to administracja rządzi Uniwersytetem (...) Musi Pan zrozumieć, Panie Kolego, że Uniwersytet jest własnością wspólnoty profesorów

Czyż to nie piękne i szczere wyznanie interesariuszy uniwesytetu? Więc skoro finansowany z publicznych pieniędzy uniwersytet jest własnością wspólnoty profesorów, to nie należy się dziwić, że program studiów jest dopasowany do tego co oni chcą akurat opowiadać, a nie tego co się dzieje na świecie.