TEDx Kraków 2010 - Miller i Crawford

Omówienie prezentacji prof. Mirosława Millera (Wrocław Research Center) i Charlesa Crawforda (b. ambasador UK w Polsce). O tym jak bardzo były inspirujące niech świadczy komentarz towarzyszący.

Gdy prof. Miller (Wrocław Research Center) po raz pierwszy wspomniał o „gospodarce opartej na wiedzy” to pomyślałem „o rany...” bo w polskich (i europejskich) strategiach gospodarczych tę nazwą można grać w „bullshit bingo”, po czym wszystko robi się na odwrót. Tymczasem definicja przez przykład, którą przedstawił Miller jest najlepsza z tych, z którymi się dotychczas zetknąłem – jest to porównanie General Motors z Google. Konkretnych danych nie pamiętam bo za szybko przemknęły ale porównanie szło mniej więcej tak: GM ma 300 tys. pracowników, Google – 10x mniej. Przychód (nie mylić z dochodem czy zyskiem) GM – jakieś 200 mln dolarów, Google – 5 mln. Ale proporcja zysków jest dokładnie odwrotna – GM z tych 200 mln przychodu osiągnął 30 mln straty, a Google - 4 mln zysku. Czyli: z jednej strony gigant o ogromnym zatrudnieniu i niezbyt wysokiej efektywności, z drugiej – spółka mała, ale o bardzo wysokiej efektywności przyniosła zyski.

Warto jednak odnotować, że tak rozumianą gospodarkę opartą na wiedzy od lat zwalczają politycy, dziennikarze i związkowcy, dla których taki GM (albo urząd, huta czy szpital) to „problem społeczny” a nie organizacja założona w określonym celu (cytat z z pamięci z niedawnej audycji w TokFM: „szpital to nie tylko zdrowie, ale i problem społeczny”). W tej koncepcji celem istnienia np. kolei jest nie tyle przewóz towarów i osób, co świadczenie jakichś bliżej nieokreślonych działań z pogranicza pomocy społecznej (przerost zatrudnienia), polityki prorodzinnej (zatrudnianie całych rodzin) i wsparcia lokalnej przedsiębiorczości (kupowanie od znajomych). O skutkach jakie to wywiera na główną – deklaratywnie – misję szpitala łatwo zapominają. A tymczasem rozsądna polityka społeczna polega nie na tym, by w nieskończoność podtrzymywać nieefektywne zakłady i tolerować nieskończony rozrost kadr (dostałeś staż w Polskim Radiu to zostaniesz tu do emerytury), tylko by ułatwiać zakładanie kolejnych tego typu zakładów w z pożytkiem dla konkurencji i zatrudnienia.

Prezentacja prof. Millera pokazała jak powinna wyglądać nowoczesna nauka w Polsce – racjonalnie reagujaca na potrzeby rynku ale i finansująca badania podstawowe we współpracy z sektorem publicznym. Niestety prezentacja pokazała również – przez kontrast - jak nierówny jest poziom zarządzania polską nauką – z jednej strony mamy prężnie działający WRC i kampus Pracze, z drugiej strony – w tym samym Wrocławiu – Akademię Medyczną z kółkiem wzajemnej adoracji (fakt, że poza doktorem Heimrathem nikt nie ma odwagi publicznie w tej sprawie wystąpić, świadczy o upadku środowiska ), promotorów akceptujących fikcję „magisterek” bo uczelnia dostaje pieniądze „od łebka” czy promotorów, którzy wprost domagają się kilku tysięcy „premi” do kieszeni za prowadzenie doktoratu (jednak ze znanych „akademii” w Krakowie). No i habilitowane lobby, które przez lata broniło się jak mogło przed jakąkolwiek formą obiektywnej oceny wyników pracy uczelni bo „nie ma tradycji” publikować po angielsku.

Bez litości po strukturach Unii Europejskiej pojechał były ambasador UK w Polsce Charles Crawford. A ściślej, pojechał po „dużych powolnych masach” ale dobór przykładów nie pozostawiał watpliwości, że mówi o unijnej służbie dyplomatycznej, która jest skupiona głównie na zaspokajaniu swoich prywatnych potrzeb niż jakiejkolwiek skuteczności w działaniach zewnętrznych (co ciekawe, to samo mówi Van Rompuy, co wszakże nie przeszkadza mu czerpać pełnymi garściami). Crawford wyszedł z ciekawej analogii do fizyki, a ściślej wzoru na energię kinetyczną, w której masa wpływa na energię liniowo, a prędkość – potęgowo. Innymi słowy, wielokrotnie podnoszona jako argument „wielkość Unii” nie ma żadnego znaczenia jeśli będzie ona tworem powolnym i rozmemłanym – a kraje znacznie mniejsze potrafią na rozmaitych forach międzynarodowych ugrać znacznie więcej zręcznością działania („szybkość”). Crawford odnotował też, że traktowana z równą czcią tak w Brukseli jak i Warszawie zasada „więcej znaczy lepiej” przenosi się głównie na budowanie modelu „wielkiego rządu”, która to wielkość jednak jest odwrotnie proporcjonalna do jego skuteczności. Przy okazji komentowania stanu finansów publicznych Crawford zauważył, że o ile Bruksela z pełnym zaangażowaniem realizuje ekologiczny postulat „nie pożyczania środowiska od naszych potomków”, o tyle nie ma najmniejszego problemu z pożyczaniem od nich konkretnych pieniędzy i to całymi garściami.