Sądownictwo w XIX wieku

Sprawa o morderstwo trwająca 11 miesięcy od zbrodni do wyroku w ostatniej instancji. Szesnaście posiedzeń sądu w okresie półtora miesiąca. Brzmi jak science-fiction? Tak wyglądało krakowskie sądownictwo w XIX wieku.

Do zbrodni doszło 3 października 1867 w Krakowie. Nie wnikając w szczegóły, proszę zwrócić uwagę na to jak toczyło się śledztwo i proces. W opisanej szczegółowo na podstawie akt archiwalnych procedurze mieściły się oczywiście przesłuchania świadków, ekspertyzy biegłych itd. Cytat pochodzi z książki Jana Widackiego, "Stulecie polskich detektywów", wyd. 1992.

W tej sytuacji c.k. Prokuratoria uznała, że dysponuje odpowiednią ilością dowodów i poszlak, aby oskarżyć Mieczysława Korytowskiego przed sądem. Po 3-miesięcznym śledztwie, w pierwszych dniach lutego 1868 r. do Sądu Krajowego w Krakowie wpłynął akt oskarżenia przeciwko Mieczysławowi Korytowskiemu, któremu zarzucał dokonanie morderstwa w postaci rozbójniczego skrytobójstwa na osobie Agnieszki z Grotów Zychowiczowej.

W miarę trwania rozprawy — a ta ciągnęła się nadspodziewanie długo, odbyło się bowiem łącznie aż 16 posiedzeń (między 27 lutym a 6 marca) — oskarżony coraz bardziej odzyskiwał pewność siebie.

Sąd, po naradzie, 6 marca 1868 r. ogłosił wyrok. (...) Od wyroku odwołała się zarówno obrona jak i oskarżenie. (...) Wyrok ten utrzymał w mocy najwyższy Trybunał Sądowy w Wiedniu, który orzekał jako III instancja. Wyrok tego sądu z dnia 9 września 1868 r. kończył ostatecznie sprawę.

Widzimy tutaj właściwie wszystkie cechy postępowania sądowego, które nie występują w polskim wymiarze sprawiedliwości, choć powinny. Całość postępowania trwała niecały rok, od zbrodni do prawomocnego wyroku w trzeciej instancji (!). Śledztwo trwało trzy miesiące, i tyle też trwał areszt tymczasowy przed skierowaniem aktu oskarżenia do sądu. Seria szesnastu rozpraw w trakcie półtora miesiąca to też całkowite zaprzeczenie obecnej praktyki sądowniczej, w której sąd wyznacza rozprawy w odstępach minimum miesiąca, a nieraz i półrocznych, przez co sprawy trwają latami.

Comments

I dlaczego w Polsce to jest niemożliwe...

Źródło: Sędziowie czy łowcy numerków

Czy osoby zainteresowane nie dziwił czasem niezrozumiały sposób prowadzenia spraw przez niektórych sędziów? Oto np. sprawa wymaga przesłuchania 12 świadków. Normalnie sędzia wyznaczyłby np. w tej sprawie dwa terminy w tygodniu, wzywał po sześciu świadków dziennie i sprawę by skończył. Strony byłyby zadowolone, sędzia też – zna sprawę, przygotował się do niej, pamięta, co mówili inni świadkowie, bo ich słuchał dwa dni wcześniej. Ale to jest błąd! Taki nierozsądny sędzia przede wszystkim naruszyłby w sposób rażący zarządzenie nadzorcze, z którego jasno wynika np. to, że na wokandzie ma być nie mniej niż osiem spraw. Nie da się tego zrobić, bo przesłuchanie tych sześciu świadków – przy ustawowo zagwarantowanym stronom prawie do zadawania świadkom pytań – zapewne zajmie pół dnia, a więc na wokandzie będzie jedna sprawa zamiast ośmiu. „Racjonalny" sędzia, czyli taki, który pragnie, by prezesi dali mu wreszcie święty spokój, postąpi inaczej: będzie taką sprawę prowadził mniej więcej dwa lata.