Przed spotkaniem z Premierem

Moim zdaniem kwestia "blokowania Internetu" jest całkowicie wtórna. Jeśli reprezentatywna grupa "internautów" da się uwieść stronie rządowej i skupi się na kwestiach technicznych, to spotkanie skończy się jedynie krążeniem wokół tematów zastępczych. Ze skutkiem takim jak rok temu, czyli ładną PR-woą laurką dla Premiera i zerowym dla regulacji Internetu.

Dziś spotkanie Premiera z internautami. Premiera przede wszystkim należy spytać o niską jakość procesu legislacyjnego. Bo to ona była główną przyczyną, dla której opozycja wobec projektów ustaw internetowych musiała mieć za każdym razem charakter "pospolitego ruszenia".

W przypadku ustawy hazardowej i ustawy medialnej mieliśmy do czynienia z rażącymi naruszeniami zasad legislacji ustalonych przez sam rząd (regulamin pracy Rady Ministrów, wytyczne do OSR). Zamiast założeń do konsultacji kierowano gotowe projekty aktów prawnych w końcowej fazie, brak było analizy problemu, konsultacje były prowadzone wybiórczo a ustawodawca do zgłaszanych uwag albo się nie odnosił, albo odnosił się wybiórczo. W obu przypadkach uzasadnienia ustaw były pisane językiem felietonowym, a ich poziom uzasadnienia faktograficznego i ekonomicznego był praktycznie zerowy. To samo było z ostatnim projektem rozporządzenia o komunikacji z dowodami osobistymi (pl.ID) i wieloma innymi projektami regulacji.

We wszystkich przypadkach legislacja była prowadzona w sposób
nietransparentny (co odnotowała Julia Pitera w raporcie o ustawie
hazardowej
).

Właściwy problem nie polega więc na tym,polega na tym, że urzędnicy "nie
rozumieją Internetu" bo nie rozumieją też wielu innych rzeczy i to ich
prawo. Problem polega na tym, że nie chcą stosować metodyk legislacyjnych stworzonych po to, by poprawnie zarządzać regulacją kwestii złożonych i wykraczających poza zakres ich kompetencji. I najwyraźniej jest na to przyzwolenie zarówno ze strony ministrów, jak i najwyraźniej samego Premiera. Jeśli Premier będzie nadal tolerował łamanie zasad legislacji przez swoich ministrów to problem Internetu będzie powracał regularnie, niezależnie od spotkań i protestów.

Comments

nie chcą stosować metodyk legislacyjnych

"...nie chcą stosować metodyk legislacyjnych..." Może by i chcieli, nie sadzę, aby w otoczeniu Premiera byli jacyś miłośnicy szkodzenia ojczyźnie, dla których świadomość splugawienia polskości to tak jak dla innych kolacja z piękną kobietą i szampanem (porównanie użyte przez Cata-Mackiewicza).

Część nie wie jak to zrobić, bo ten cały okołorządowy tłum nieudaczników potrafiących tylko siedzieć za biurkiem i korzystać z służbowych przywilejów, zagubionych w biurowej dżungli, buja się na rządowych stołkach dzięki koneksjom. Frakcja mądrzejszych (bo takowa istnieje w każdej instytucji) "chce dobrze ogólnie" a w tym szczególnym przypadku, gdzie ma prawo podjąć decyzję robi sobie wyjątek (kto jest bez grzechu...).

I tu dochodzimy do pytania, czy w ogóle istnieje możliwość zbudowania sprawnego państwa, gdzie Premier i Rząd wygrywałby wybory dzięki sprawnemu administrowaniu, a nie przypodobaniu się kolesiom, którzy ich poprą w walkach frakcyjnych i popchną kampanię wyborczą.

Egipt, Paragwaj, Tajlandia, Liberia, Rosja, po części Grecja i Włochy i wiele dziesiątek państw z różnych regionów ma stare tradycje państwowości, a sprawnego aparatu administracyjnego nie zbudowało. Może więc fasadowy proces legislacyjny na "odczep się" jest normą? Może jedyna możliwość sprawowania władzy to system "kolesiowski"? W takim wypadku trudno mieć do Premiera pretensję, że ma takich kolesiów a nie innych, bo ich cechy charakterologiczne są typowe, wynikają z przesłanek socjologicznych.

Można sobie dobrać dziesięciu kolesi, ale nie całą partię i wszystkich poputczików. Może powinno się Go oceniać przez ten pryzmat? Może kryterium oceny nie powinno być istnienie spraw spieprzonych (bo to norma) tylko odsetek tych niespieprzonych, gdzie Rząd i Premier okazali się Świętymi zrobili coś dobrze?

To byłoby podobne do kultu Czystości i Świętych tę Czystość realizujących. Sami tak nie postępujemy, wręcz odwrotnie, Czystość nie może być normą, ale jak ktoś zdecyduje się na to wyrzeczenie - zasłużył na pozytywna ocenę.

Ja też się nad tym kiedyś

Ja też się nad tym kiedyś długo zastanawiałem. Tzn. że może ten polski burdel i wybiórcze stosowanie wszelkich zasad jest naszym twórczym wkładem w cywilizację globalną?

Ale to chyba tylko chwytanie się brzytwy. Bo weźmy przetargi czy cokolwiek innego. Niechby on sobie brał swojego zięcia do roboty, bez żadnego przetargu. Kogo to obchodzi jeśli będzie niedrogo i dobrze. Ale oni zrobią i drogo, i spieprzą.

Więc małpują z Zachodu te wszystkie przepisy przetargowe, a potem dwa razy bardziej się muszą nakombinować, żeby zgodnie z przepisami wypadło na tego samego zięcia, który znowu i weźmie drogo i spieprzy.

Naprawdę tego nie rozumiem. W Rosji to jest jeszcze bardziej widoczne - tam jest dwójmyślenie na całego. Każdy chętnie da w łapę za przyjęcie do urzędu syna-analfabety, a potem chodzą i narzekają, że w urzędach debile pracują.

Related Items