Prawo nie działa wstecz, ale interpretacja owszem (ZUS)

Kolejny triumf polskiej sztuki legislacyjnej - ZUS ściga przedsiębiorców, którzy zawieszali działalność gospodarczą zgodnie z zaleceniami ZUS i którym wystawiał zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami.  Powołuje się przy tym na zmianę interpretacji przepisów, które obecnie określa mianem niejasnych.

Całość opisuje Dziennik Polski w artykule "Za błędy urzędników płacimy wszyscy. Jak zawsze".

Wypowiedzi członka rady nadzorczej ZUS cytowane przez Dziennik Polski zdają się sugerować, że mamy do czynienia z smutnym, ale niemożliwym do uniknięcia czynnikiem obiektywnym. Prawo w Polsce, jak wiadomo, spada z nieba i nic z jego jakością nie można zrobić. Urzędnicy chcieli dobrze, ale wyszło jak zwykle. Przedsiębiorcy muszą to przełknąć i potulnie zapłacić. Itd itp.

Nasuwa się pytanie, na jakiej podstawie prawnej ZUS wydawał zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami, wydawał poradniki i udzielał instrukcji dotyczących zawieszenia działalności?  Na podstawie tych samych przepisów, które obecnie uznaje za niejasne?

Cytowane przez DP argumenty członka rady nadzorczej ZUS - w tym przykład o policjancie, który udziela błędnych instrukcji - uważam za naciąganą próbę racjonalizacji niekompetencji aparatu urzędniczego. To nie jest przypadek jednego urzędnika tylko pisemne instrukcje i wprowadzanie w błąd przedsiębiorców na masową skalę. To nie przedsiębiorcy odpowiadają za niejasne przepisy i błędy urzędników - odpowiadają za nie wyłącznie ustawodawcy i urzędnicy. A ściślej - powinni, bo jak odpowiedzialność urzędników czy ustawodawcy w naszym systemie to pobożne życzenie.

Taki przypadki podważają całkowicie zaufanie do prawa oraz instytucji publicznych. Jak można poważnie traktować państwo, które o 180 stopni zmienia interpretację przepisów mających kluczowe znaczenie dla działalności gospodarczej i rynku pracy?

Jak można w tej sytuacji poważnie traktować jakiekolwiek wypowiedzi urzędników i jak można mieć wreszcie pewność, że za 5 lat decyzja podjęta na podstawie obecnie obowiązującej interpretacji nie stanie się przyczyną roszczeń i represji ze strony państwa? Przecież to sytuacja rodem z Franza Kafki.

Przypadek ten jest niestety dowodem na to, że Polska nie jest państwem prawa. Jest państwem słabej, traktowanej instrumentalnie legislacji, będącej podstawą do podejmowania uznaniowych decyzji, za które nikt nie ponosi odpowiedzialności.

Zachęcam dziennikarzy do nagłośnienia sprawy i przepytywania rządu co ma zamiar zrobić z niskim poziomem stanowionego prawa. Warto też spytać rzecznika ZUS, co jego instytucja ma zamiar zrobić z zaświadczeniami o niezaleganiu i innymi dokumentami, które wystawiała na "niejasnej" podstawie prawnej?  Jest to problem systemowy a nie jednostkowy.

Rząd zachęcam natomiast do zakończenia żałosnych przepychanek  polegających na przerzucaniu się odpowiedzialnością między ustawodawcą a urzędnikiem. I jeden i drugi to część tego samego państwa, a nie odrębne podmioty. Być może potrzebujemy "kar dla urzędników"działających z naruszeniem prawa, ale są one żałosnym populizmem, jeśli prawo tym urzędnikom dostarczane jako podstawa ich działań jest takiej jakości jak obecnie.