Praca do śmierci czyli wyzysk w XXI wieku?

Współczesne redystrybutywne systemy emerytalne są niewydolne ze względu na niski przyrost naturalny. W Polsce ZUS przestał się sam finansować ze składek w połowie lat 80-tych, na Zachodzie - tuż po rewolucji seksualnej w latach 70-tych.

Świadczenia z ZUS (emerytury, renty, zasiłki) są gwarantowaneprawem. Jeśli ZUS nie dostaje dość pieniędzy ze składek to musi dostać resztę od państwa. Jak napisałem, w Polsce dzieje się tak od 30 lat - co roku budżet zasila ZUS ogromnymi kwotami na wypłatę bieżących świadczeń. Jak nie wystarcza, to ZUS bierze kredyty komercyjne.

Pod koniec lat 90-tych sytuacja ZUS była w ogóle tragiczna, bo wysokość gwarantowanych świadczeń pozostawała właściwie bez związkuz ilością odłożonych składek. Do tego wiele grup społecznych dysponowało licznymi przywilejami, np. przechodzenia na wcześniejszą emeryturę, jeszcze z czasów PRL, który w ten sposób prowadził swoisty handel wymienny z liczącymi się grupami zawodowymi.

Pod koniec lat 90-tych przeprowadzono reformę, do systemu redystrybutywnego (ZUS) dodając część niby kapitałową (OFE). Czyli - ile sobie emeryt odłoży, tyle dostanie (w teorii). System jest bardzo skomplikowany i na samą jego obsługę informatyczną wydano miliardy złotych oficjalnie i zapewne drugie tyle zdefraudowano.

Trzeba jednak pamiętać, że niezależnie od tego jak naganna jest korupcja i niegospodarność w ZUS (słynne "pałace") to i tak te koszty stanowią drobny procent wydatków. Nadal główna przyczyna niewydolności systemu to niski przyrost naturalny. Przyczyny poboczne to niski wiek emerytalny i liczne grupy uprzywilejowane.

W rzeczywistości nowy system jest formą kreatywnej księgowości, która ułatwia państwu finansowanie deficytowego interesu i "ucieczkę do przodu". Jak to działa:

  1. Osoby pracujące odprowadzają tzw. "składki". Ich wyliczanie jest absurdalnie skomplikowane i formalnie podzielone między pracodawcę i pracownika. Kilku ekonomistów z przygotowaniem w zakresie materializmu dialektycznego twierdzi, że dzięki temu pracownik ma poczucie czegoś tam. Faktycznie pracownik dostaje ileś tam na rękę i tę kwotę "poczuwa", a z kasy pracodawcy znika ok. 150% tej kwoty plus koszty obsługi tej obfuskacji.
  2. Ze względu na wysokie koszty pracy(płaca minimalna i 50% podatek), wiele osób nie ma pracy lub pracuje na szaro lub ucieka z podatkami na Litwę, co w sprzężeniu zwrotnym dodatkowo zmniejsza wpływy ze składek.
  3. Składki nie są żadnymi składkami, bo się nigdzie nie składają. Idą w całości na natychmiastowąwypłatę świadczeń dla aktualnych emerytów. Technicznie są więc zwykłym podatkiem celowym.
  4. Ponieważ to nie wystarcza, więc dodatkowo ZUS dostaje dofinansowanie z budżetu państwa oraz zaciąga kredyty komercyjne. Wbrew wierzeniom części lewicy pieniądze nie spadają z nieba, tylko pochodzą z podatków. Budżet pomaga sobie zaciągając kredyt w postaci sprzedaży obligacji, które kiedyś tam wykupi zaciągając na to kolejny kredyt itd.
  5. Część nazywanego składką podatku jest odprowadzana do OFE, które po pobraniu należnej prowizji "inwestują" te środki. W większości kupują za nie... obligacje skarbu państwa. Czyli pieniądze wracają do budżetu, oczywiście obdarte po drodze z licznych prowizji i odsetek.

Podsumowując, osoba płacąca dzisiaj 50% podatek na "gwarantowaną przez państwo emeryturę" nie ma zagwarantowane nic poza pustymi słowami, jak w klasycznej piramidzie finansowej. W zamian za "składki emerytalne" podatnik otrzymuje bezpodstawnąobietnicę wypłacenia określonej sumy pieniędzy w odległej przyszłości.

Bezpodstawną, bo żeby coś wypłacić to trzeba mieć z czego. Żeby finansować coś z kredytu trzeba mieć szansę na jego spłatę. Tymczasem takiej szansy nie ma, bo zadłużenie państwa ciągle rośnie, rosną też obciążenia - a dzietnośćpomimo drobnych wahań nadal nie wykazuje długoterminowego trendu rosnącego.

Co jest logiczne, bo przy rosnących obciążeniach fiskalnych (w tym także na ZUS) trzeba więcej pracować. Kto więcej pracuje, ten ma mniej czasu na dzieci. Pół biedy, jeśli pracuje połowa rodziny a druga połowa zajmuje się domem. Ale z punktu widzenia państwa ta sytuacja jest nieoptymalna, bo ta druga połowa marnuje swoją szansę by być podatnikiem - bo nie płaci podatków i "składek".

Stąd silne parcie by wszyscy pracowali - obecnie nazywa się to "aktywizacją zawodową kobiet" czy "aktywizacją zawodową seniorów", którzy też przecież nie płacą składek, a co gorsza (z punktu widzenia państwa) - z nich korzystają!

Lewica z właściwym sobie irracjonalizmem straszy ponurymi wizjami przeludnienia, sprowadzając ciążę do roli choroby a przyrost naturalny do epidemii. I równocześnie broni obecnego systemu emerytalnego wraz z przywilejami poszczególnych grup. To bardzo lewicowe, chcieć pomóc każdemu - zwłaszcza na kredyt, który ktoś inny spłaci - ale faktycznie robi wszystko, by ten system pogrążyć jak najszybciej.

W jakim kierunku rozwinie się sytuacja? Socjalizm jest drogą w jednym kierunku - do bankructwa. Raz danych przywilejów nie da się odebrać inaczej jak siłą. Ich odebranie musi uzasadnić jakaś sytuacja kryzysowa, na przykład spektakularna niewypłacalność funduszu emerytalnego.

Z tego powodu możemy oczekiwać, że w ciągu 10-20 lat dojdzie do radykalnej reformy emerytalnej, która będzie się sprowadzać do skasowania utopijnych metod naliczania obiecanych świadczeń bez pokrycia.

Warto zapoznać się z dwoma współczesnymi propozycjami takich reform, bo zmiany pójdą w kierunku jednej z nich a ludzie w moim wieku będą wtedy najbardziej zainteresowani tym, ile wkładają do budżetu i ile z niego dostaną:

Comments

To nie jest takie proste...

Słuszne jest stwierdzenie autora powyższego tekstu, że składka emerytalna nie jest nigdzie "składana", tylko zużywana na bieżąco na wypłaty dla obecnych emerytów i rencistów, jest więc w istocie podatkiem celowym. Wydolność systemu zależy więc od ilości płatników czyli aktualnie pracujących. Powinno ich być dużo. A więc powinniśmy starać się o progeniturę, powinniśmy być "dzietni". Rozumowanie to jest w zasadzie w porządku. Nie uwzględnia ono jednak czynnika postępu technicznego.

Ilość osób pracujących, harujących na renty i emerytury, wyznaczana jest w istotny sposób przez indywidualny czas pracy. Przez skracanie czasu pracy - oczywiście przy zachowaniu wynagrodzenia - zwiększa się ilość tych, którzy wnoszą ów podatek celowy.

Wskutek postępu technicznego - albo dzięki niemu - kurczy się ilość pracy koniecznej dla funkcjonowania społeczeństw. Rozwój ten zmierza do sytuacji, w której te pracowicie przez nas sporządzone dzieci nie będą miały o co rąk zaczepić. Jeżeli będziemy tyrać od świtu do nocy do siedemdziesiątki i dalej, skutecznie się do tego przyczynimy.

Przez cały wiek dziewiętnasty i prawie cały dwudziesty w miarę postęp techniki zmniejszała się ilość pracy, wykonywanej przez pojedyńczego pracującego. Nie pracowano już po czternaście ani dwanaście godzin dziennie. Ośmiogodzinny dzień pracy, idea urodzona już w trzydziestych latach XIX wieku, opanowała świat. Co ważne, nie było to ograniczanie płacy - za te osiem godzin należało tak zapłacić jak przedtem za cały dłuższy dzień pracy. W Niemczech wprowadzenie powszechnie obowiązującego ograniczenia dnia pracy do ośmiu godzin nastąpiło w roku 1918 i paradoksalnie było to działanie skierowane przeciw tworzeniu się republiki rad. Wszędzie na świecie najważniejszą rolę w skracaniu czasu pracy odgrywały związki zawodowe. To dzięki ich staraniom, strajkom, starciom z policją lub wojskiem udawało się ograniczać i likwidować pracę dzieci. Wprowadzano płatne urlopy. Ustalano granice wieku emerytalnego. Skracano tydzień pracy. Ta równoległość rozwoju techniki i zmniejszania się indywidualnego czasu skończyła się z upadkiem bloku wschodniego. Obecnie rośnie dzienny i tygodniowy czas pracy, urlopy się skraca lub sami z nich rezygnujemy, żeby nie podpaść zwierzchnikom, wiek emerytalny się podnosi. Pracujemy dłużej, pracuje nas mniej. A więc i zmniejsza się ilość tych, co pracują na emerytów.

Nawoływanie do płodzenia potomstwa jest ulubionym zajęciem kościołów chrześcijańskich z rzymskim katolicyzmem na czele. Tę ideę autor tekstu przejmuje od nich chętnie i bezkrytycznie. Nawet jeśli słuszna jest w ogólnch zarysach krytyka aktualnego polskiego systemu emerytalnego, to unika ona dziwnie krytyki otwartych funduszy emerytalnych, rzeczywiście otwartych dla wypływających z kraju potężnych sum, których brakuje już nie tylko emerytom, ale i gospodarce.

mały błąd

"W zamian za "składki emerytalne" podatnik otrzymuje bezpodstawną obietnicę wypłacenia określonej sumy pieniędzy w odległej przyszłości."

powinno być

"W zamian za "składki emerytalne" podatnik otrzymuje bezpodstawną obietnicę wypłacenia nieokreślonej sumy pieniędzy w odległej przyszłości."

Inaczej:

Powinno być:
"W zamian za "składki emerytalne" podatnik otrzymuje bezpodstawną obietnicę wypłacenia nieokreślonej sumy pieniędzy w nieokreślonej przyszłości."

Coś fantastycznego

Najczystszą formę wyzysku kapitalistycznego, polegającą na takim podziale zysku, który nie zapewnia nawet zastępowalności pokoleń - nazwać socjalizmem.
I jeszcze te słynne wysokie koszty pracy. Wbijcie sobie do głowy drodzy wyznawcy kapitału, że nawet jak ktoś zapłaci 100% podatku ale od 5 zł, to i tak w stosunku do tego kto zarabia w innym kraju 50zł, przy 0% podatku w efekcie wydatkuje 4x mniej. Przestańcie straszyć procentami, operujcie sumami, okaże się wtedy jaką krzywdę ponoszą fabrykanci w Polsce.

kminu

"Wbijcie sobie do głowy drodzy wyznawcy kapitału, że nawet jak ktoś zapłaci 100% podatku ale od 5 zł, to i tak w stosunku do tego kto zarabia w innym kraju 50zł, przy 0% podatku w efekcie wydatkuje 4x mniej."

Wyjaśnij proszę, co chciałeś powiedzieć, bo to zdanie jest kompletnie nie zrozumiałe zacząwszy od tego, że jak ktoś zapłaci 100% podatku, to mu zostanie 0 zł.

Masz rację, że pracodawca płaci zawsze tak mało jak może. Normalna optymalizacja kosztów. Zatrudnia się nie z dobroci serca, tylko żeby kręcić interes.
Jednak im mniej kasy idzie na zmarnowanie (podatki, koszta księgowe, prawne, etc...), tym lepiej rozwija się przedsiębiorczość w skali kraju. Więcej firm daje więcej miejsc pracy. To zwiększa konkurencyjność na rynku pracodawcy, tzn. pracodawcy przebijają oferty, podnoszą płacę, poprawiają warunki. Nie robią tak z poczucia altruizmu tylko dlatego, że potrzebują zatrudniać pracowników, a pracowników jest ograniczona ilość. Ba! Każdemu pracowniki teraz łatwiej jest samemu zostać przedsiębiorcą, co dodatkowo zmniejsza ilość potencjalnych pracowników przy jednoczesnym zwiększeniu nań popytu. Stąd efekt się potęguje, a to oznacza naprawdę złoty okres dla pracowników i całej gospodarki.

Dałeś się omamić gdyż sam stosujesz idee według własnych stereotypów. A wyzysk jest wyzyskiem niezależnie od tego jaką mu się łatkę przyczepi. Prywaciarze czy państwo, czy to istotne kto nas wyzyskuje? Grunt, że tłamszą. Z tym, że pracodawcę stosunkowo łatwo zmienić, a spróbuj zrzucić jarzmo państwa.

Prosze uprzejmie

"Wbijcie sobie do głowy drodzy wyznawcy kapitału, że nawet jak ktoś zapłaci 100% podatku ale od 5 zł, to i tak w stosunku do tego kto zarabia w innym kraju 50zł, przy 0% podatku w efekcie wydatkuje 4x mniej."

Wyjaśnij proszę, co chciałeś powiedzieć, bo to zdanie jest kompletnie nie zrozumiałe zacząwszy od tego, że jak ktoś zapłaci 100% podatku, to mu zostanie 0 zł.

Konkretnie - jeśli zarabiam 10 złotych a państwo pobiera 100% w postaci różnych podatków to koszt mojej pracy dla pracodawcy to 20 złotych.
Jeśli na równoległym stanowisku w innym kraju pracownik zarabia 100zł jednak podatek jest 0% to kosztuje on (pracownik) nadal całe 100zł
Jednak odpowiednio manipulując danymi można stworzyć wrażenie, że skoro w oparciu procenty a nie wartość wymierną pierwszy pracodawca tak jest prześladowany (100%) to ponosi większe obciążenie, gdy w rzeczywistości tak nie jest. Wobec tego operowanie wartością procentową jako argumentem w ocenie "obciążenia pracodawcy" jest w rzeczywistości manipulacją.

Manipulacja jest porownywanie

Manipulacja jest porownywanie dwoch roznych krajow w wartosciach bezwzglednych.

To ze produkcja w kraju x jest tansza w wymiarze absolutnym ma wplyw jedynie na firmy ktore eksportuja swoje towary (a wyobraz sobie ze eksportujac musza doliczyc koszty transportu etc).

" pracodawca tak jest prześladowany"
kosztami pracy to jest przesladowany pracownik. pracodawcy wszystko jedno komu zaplaci, a wrecz cieszylby sie gdyby wszystko moglby pracownikowi zaplacic bez wypelniania calej sterty papierow do US i ZUS.

No ale Ty widocznie nalezysz do osob ktore uwazaja ze Panstwo zatroszczy sie lepiej ich pieniedzmi...
Wiesz co jezeli opieki potrzebujesz to oddaj mi reszte swojej wyplaty a ja ci zapewnie dach nad glowa, i jedzenie. Całkowicie bezpłatnie :)
Piszesz sie?

Taaaa...

To powiedz mi wyznawco wujka Marksa ile ci źli fabrykanci podatków omijają. Bo jak ja Ci powiem ile podatków muszę płacić ze swojego zakładu i ile etatów mógłbym stworzyć gdybym nie musiał karmić socjalnego podatkowego potwora to z kapci wyskoczysz.

Niczyim wyznawcą nie jestem

Nie daję się po prostu omamić. Teza jest prosta - wyzysk w Polsce przekroczył biologiczne możliwości narodu. Życzę Ci jak najlepiej w biznesie, ale liczę na wzajemność. Nie rób ze mnie (zwykłego pracownika) idioty. Nie szantażuj mnie stanowiskami pracy, podwyżką jeśli Ci podatki spadną. Moją pensję zawsze ocenisz w kontekście podaży i popytu pracy, bo altruistą nie jesteś prawda? Więc albo piszemy jak jest, albo poprzerzucamy się ideologicznymi bzdetami. Zaczniemy kulturalnie od ekonomii a skończymy jak zwykle na łagrach i Kubie.

Blee, jasne ze nie podwyższy

Blee, jasne ze nie podwyższy ci pensji stricte dlatego, że podatki mu spadły. Ale jeśli podatki spadną, to zatrudnianie kolejnych ludzi stanie się bardziej opłacalne -> wzrośnie popyt na pracę -> pensję pójdą w górę.
Czyli nie dlatego tobie płaca wzrośnie, że pracodawca sie podzieli obniżką podatków bezpośrednio, ale pośrednio, bo tak działa rynek.

Nie zaprzeczam że taki scenariusz jest prawdopodobny

jednak można wskazać x alternatywnych. W dobie rozwoju przemysłowego wzrost produkcji wcale nie równa się wzrostowi zatrudnienia. Coraz więcej sektorów produkcji nadwyżki inwestuje w ograniczanie zatrudnienia a nie zwiększenie. Maliny też potrafi zbierać kombajn, tylko trzeba go kupić. Więc z tym automatem rynkowym - owszem- ale nie bez ostrożności.

Hmm, no i co by na to

Hmm, no i co by na to odpowiedzieć? Co to za argument w ogóle?

Po pierwsze, nie mówisz o innym scenariuszu, a o zupełnie innym aspekcie.
Jest mowa o wpływie obniżenia podatków na zatrudnienie. A ty wyskakujesz z kwestią postępu technologicznego i zwiększenia produktywności z kapitału. To zdecyduj się może najpierw o czym chcesz rozmawiać.

Po drugie, hehe, co ty, luddysta? Maszyny zabierają nam pracę? Chyba już to przerabiano w historii?

wybacz purysto moje braki

Owszem uważam, że maszyny zabierają nam pracę. Uważasz inaczej?
- systemy informatyczne, radary przydrożne mierzące prędkość, poczta elektroniczna, skomputeryzowane magazyny, fabryki samochodów, dojarki mechaniczne, windy bez windziarza :) , sterowniki oświetlenia, bezzałogowe samoloty bombardujące. Dla Ciebie aspekt, dla mnie scenariusz, dla kogoś powieść SF, dla wszystkich pracowników problem ten sam...

Ech

Patrzysz na to przez socjalistyczne okularki. Winny wyzyskowi jest oczywiście prywaciarz a nie państwo, które z Twojej pensji zabiera ponad 50% z czego część sprytnie ukrytą poza brutto i netto. Gdyby nie to, pracodawca miałby z Ciebie większy zysk. Pieniądze by zainwestował w jakąs produkcję, usługi czy coś innego tworząc miejsca pracy - w końcu chce mieć jak najwięcej kasy. Zaczęło by brakować rak do pracy, pracodawcy musieliby walczyć o pracowników - choćby zarobkami. Przy niskim bezrobociu to pracownik dyktuje warunki.
To nie rząd tworzy miejsca pracy tylko paskudny, kapitalistyczny wyzysk.

Jednak uparłeś się robić ze mnie idiotę

Ta sama moneta 1 złotowa w całym Twoim wywodzie ma tylko inną historię. Czy Ty ją otrzymasz, czy państwo, ona jednak nie znika. Nawet jeśli to państwo roztrwoni ją (wszak tak czy siak także to miejsca pracy, usługi, produkcja) to i tak nie oznacza to zakopanie jej w słoiku w ogrodzie! Obie strony państwo vs prywaciarz mogą co najwyżej konkurować w efektywności pomnożenia tej złotówki - nie prawda? I tu zgadzam się, że w pomnażaniu właściciel prywatny najczęściej jest skuteczniejszy. Jednak ani to nie jest reguła, ani zawsze zaleta. Powiem więcej. Można zaryzykować twierdzenie, że mniejsza efektywność państwa w pomnażaniu bogactwa w efekcie przynosić może większe korzyści dla wszystkich, w pewnych specyficznych działaniach. A to z uwagi na: możliwość kontroli państwa przez obywateli, inwestowanie w aktywność, która jest niedochodowa ale społecznie uzasadniona, inwestowanie w działania, które są z uwagi na perspektywę zysków oraz skalę niedostępne dla prywatnych przedsiębiorców.
W każdym razie traktowanie środków przejętych przez państwo jako zaginione i stracone jest ewidentnie nieprawdą.

Niektóre programy społeczne

Niektóre programy społeczne takie jak opieka zdrowotna, edukacja czy aktywizacja zawodowa można potraktować jako czystej wody inwestycję. Jeśli obywatel dzisiaj ma produktywność rzędu 50% PKB per capita a dzięki wydaniu niewielkiej kwoty można ją zwiększyć do 70% to jest to czysty zysk. I dla jednostki i dla całej populacji - klasyczne win-win. To jest dokładnie ten sam powód dla którego firmy kupują swoim pracownikom szkolenia - a w Polsce i USA jeszcze ubezpieczenie zdrowotne, bo publiczne jest mało przydatne.

Ale co z działalnością państwa, która jest i niedochodowa i społecznie nieuzasadniona? Np. obecna forma pomocy społecznej w Polsce nie tylko nie zwiększa produktywności ludzi, ale wręcz gwarantuje ich pozostanie w trwałym bezrobociu i biedzie.

Podobnie z niskim poziomem zarządzania w administracji publicznej, który pozwala tysiącom ludzi latami wegetować i cofać się w rozwoju na marnie opłacanych stanowiskach stwarzając im fałszywe poczucie stabilności. W połączeniu z powiększaniem nierównowagi finansów publicznych prowadzi to do sytuacji, w której tych ludzi w momencie jakiegoś większego kryzysu trzeba będzie zwolnić w sposób o wiele bardziej drastyczny niż gdyby zrobiono to dużo wcześniej, w zgodzie z racjonalnością ekonomiczną organizacji. I te wymuszone zwolnienia dotkną ich zarówno w wieku jak z kompetencjami gwarantującymi drastyczny spadek dochodów.

Nie zgadzam się też, że państwo powinno konkurować z sektorem prywatnym w prowadzeniu szeroko pojętej działalności gospodarczej. Będzie to zawsze nieuczciwa konkurencja bo państwo będzie mieć skłonność do preferowania "swoich" (patrz Poczta Polska) oraz podtrzymywania przy życiu spółek patologicznie niedochodowych przy pomocy nieskończnonego kredytowania (niektóre kopalnie i wiele innych). Zawsze będzie to ze szkodą i dla państwa i dla obywateli.