Państwowa fabryka octu i musztardy

Polscy politycy i urzędnicy od 20 lat operują zbiorem kilku oklepanych frazesów by wykazać, że zawsze jest zły czas na prywatyzację - w czasie kryzysu ceny są za niskie, w okresie koniunktury - po co sprzedawać kurę znoszącą złote jaja?

Jak absurdalna jest to argumentacja można dostrzec dopiero gdy sprawdzimy jakie konkretnie spółki są własnością skarbu państwa. Poza niewielką liczbą spółek z sektorów strategicznych państwo jest także  właścicielem wielu firm takich jak Fabryka Drutu Gliwice czy  Wytwórnia Octu i Musztardy w Parczewie. Ta ostatnia ma nawet Biuletyn Informacji Publicznej i podlega szeregowi regulacji właściwych dla urzędów (np. ustawa o ochronie informacji niejawnych).  Ciekawe czy wytwórnia octu i musztardy ma elektroniczną skrzynkę podawczą, za pomocą której obywatele mogą składać podania?

W tym właśnie kontekście słowa polityka SLD, że "ceny są niskie, i to najgorszy moment na wyprzedaż rodowych sreber" mają wydźwięk kabaretowy. Otóż jest kilka powodów, dla których tych osobliwych "sreber" należy pozbyć się jak najszybciej, niezależnie od tego czy są rentowne czy nie.

  1. Nieuczciwa konkurencja ze strony państwa, które dysponuje praktycznie nieograniczonymi możliwościami kredytowania i tolerowania złego zarządzania w takich spółkach (nie twierdzę, że akurat wytwórnia octu i musztardy w Parczewie czy Fabryka Zamków i Okuć są źle zarządzane). Do tego - np. w przypadku firm ubezpieczeniowych czy pocztowych - odczuwa nieustanną pokusę by podsyłać im klientów z pomocą przepisów prawa.
  2. Większa podatność na naciski polityczne ze strony partii lub społeczeństwa np. dotyczące polityki kadrowej czy produkcji. W kryzysie czy przy zmianie koniunktury zmiana stanu lub formy zatrudnienia części pracowników jest jedyną szansą na przeżycie spółki. W spółkach publicznych jest to praktycznie niemożliwe (patrz szpitale), więc spółka traci rentownośc a ze względu na pkt 1 nie ma szans na bankructwo i już na zawsze staje się dotowanym z budżetu zombie.
  3. Upolitycznienie kadr w sektorze publicznym (patrz karuzele kadrowe po każdych wyborach czy to co robił PIS ze Służbą Cywilną), a czego najlepszym dowodem są spółki takie jak Poczta Polska czy PKP, które pod względem organizacyjnym są w mojej ocenie skansenami PRL. A zarząd nawet jak chce, to nic nie może zrobić ze względu na pkt 2.

Prawdopodobnie największym pomnikiem ekonomicznej ignorancji są głosy protestujących przeciwko “wyprzedawaniu za bezcen” jakiejś spółki, którzy głośno krzycząc o tym że jej majątek “jest warty” 10 mln zł zapominają jednak wspomnieć, że spółka jest równocześnie zadłużona na 100 mln a rocznie budżet dopłaca do niej następne 20 mln (albo 1,8 miliarda, jak do grupy PKP).

Otóż sprzedaż takich spółek nawet za złotówkę nie oznacza, że państwo “pozbywa się” majątku wartego 10 mln zł, tylko przede wszystkim, że państwo przestanie do tych zombie dopłacać drugie tyle oraz daje im niedostępną dla podmiotów publicznych szansę na restrukturyzację. A jeśli spółka wyjdzie na prostą to państwo znowu zacznie na niej zarabiać w postaci podatków.