Kryterium najniższej ceny w przetargach - nieprawda!

Nie wierzcie tym, którzy mówią, że to złe prawo narzuca kryterium najniższej ceny przy przetargach publicznych.

Przypadek kliniczny — doniesienie RMF FM z marca ubiegłego roku (Tylko najniższa cena liczy się przy przetargach na budowę dróg). A w środku wywody o tym, jak to "cena pozostaje wciąż jedynym lub głównym kryterium w drogowych przetargach" i że "trzeba zmienić jeszcze sporo przepisów".

Przepisy wcale nie narzucają najniższej ceny jako przymusowego, jedynego kryterium wyboru oferty. Ustawa o zamówienia publicznych mówi jasno w art. 2 ust. 5, że wygrywa oferta najkorzystniejsza czyli taka, która przedstawia sobą "najkorzystniejszy bilans ceny i innych kryteriów lub oferta o najniższej cenie". Albo-albo. Drugie kryterium jest potrzebne, żeby w trywialnych zamówieniach (typu ustandardyzowane spinacze biurowe) nie wymyślać na siłę dodatkowych kryteriów. Ale wszędzie indziej ustawa daje pełną swobodę stosowania kryteriów — jakościowych, ekonomicznych, środowiskowych itd (szczegółowa dyskusja w artykule Witolda Jarzyńskiego Najniższa cena w przetargach publicznych – gdzie naprawdę leży problem?).

Cóż stoi na przeszkodzie by w specyfikacji przetargu na remont skrzyżowania uwzględnić czas na jaki będzie zablokowane (ogromne koszty po stronie użytkowników), a w przetargu informatycznym koszty eksploatacyjne (kłania się TCO)? Wydaje mi się, że stoi głównie nieświadomość istnienia takich wskaźników lub brak umiejętności ich poprawnego opisania po stronie samych zamawiających (przykłady – patrz Jak nie zamawiać testów penetracyjnych).

Jest jeszcze jeden mocny argument, który usłyszałem od kolegi z sektora publicznego gdy o tym dyskutowaliśmy — że do wskaźnika TCO im się przyczepi NIK. Wszystkich, którzy tego się obawiają odsyłam do przetargu rozpisanego przez sam NIK (przetarg NIK, to samo w wersji tekstowej), gdzie od precyzyjnie opisanych kryteriów pozacenowych wręcz się roi. Da się? Da się — wystarczy chcieć.

Comments

Widzę, że autor zna się na

Widzę, że autor zna się na wszystkim od przetargów przez służbę zdrowia, a na podatkach kończąc.

Kryterium ceny istnieje i trzeba być całkowitym teoretykiem żeby urządzać sobie takie dywagacje. Gdyby autor poznał funkcjonowanie mechanizmów przetargowych w praktyce to nie wypisywałby takich dyrdymałów. Tutaj wszystko jest takie proste - wystarczy chcieć! W praktyce nie wystarczy drogi kolego. Dla teoretyków-amatorów i "ekspertów" z FOR wszystko jest proste jak otwarcie puszki coca-coli.

Ależ ja doskonale znam ten

Ależ ja doskonale znam ten argument — często słyszę, że mówi się o "realiach". Tyle, że te "realia" to kombinacja kultury, nawyków i rozmaitych mitów krążących po sektorze publicznych. Rzecz w tym, że zwykle nie mają one żadnego oparcia w obowiązującym prawie. Na przykład przez pewien czas PARP i jego agencje miały natręctwo na punkcie podpisywania faktur niebieskim długopisem. Całkowicie bezpodstawną i bezprawną, ale na najniższych szczeblach wszystkie księgowe powtarzały podwykonawcom "ma być niebieskim bo PARP nam nie przyjmie". Albo domaganie się przez NFZ druków RMUA. I to właśnie chciałbym zmieniać. Gdyby wszyscy siedzieli cicho i potulnie wypełniali urzędnicze rytuały to nic by się nie zmieniało.

To proszę się zdecydować o

To proszę się zdecydować o czym piszemy - o przetargach czy wypełnianiu druków kolorem blue. Bo łatwość z jaką przechodzisz z jednego tematu do drugiego wpisuje się w dość populistyczne schematy.

Czy masz w ogóle pojęcie co się dzieje w budżecie centralnym i budżetach lokalnych i w jaki sposób odbija się to na kryteriach przetargowych? Zalecam złożenie podania do służby cywilnej, zobaczysz jak wszystko wygląda w praktyce.

Co do siedzenia cicho i potulnie to właśnie tak uważam, że teraz jest na to czas. Błogi czas antyrządowych wystąpień, płatnych strajków, palenia komitetów i bezkarnego kluczenia przed urzędowymi obowiązkami już minął. Obecna nomenklatura nie zamierza ani tworzyć państwa obywatelskiego ani pozwalać na kontestację na jaką pozwalała poprzednia. Także co najwyżej możesz sobie pisać na blogu i trafiać do garstki czytelników z których i tak część jak ja pozostanie niewzruszona.

MF

Lenistwo biur/wydziałów zamówień publicznych

Przez kilka lat pracowałem w wydziale informatyki samorządu lokalnego. Często kupując sprzęt informatyczny, usługi (np. dostęp do inernetu) chcieliśmy jako komórka merytoryczna dodać inne kryteria *OPRÓCZ* ceny. Niestety za każdym razem musieliśmy toczyć spory z wydziałem zamówień publicznych (ta komórka oficjalnie prowadziła wszystkie postępowania), ponieważ obawiali się protestów, zarzutów koorek kontrolnych (wewnętrznych), że kryteria pozacenowe nie są "mierzalne". Tak więc jedyne kryterium upraszczało postępowanie, które było łałwe i sztampowe. A że w ostateczności dostawaliśmy sprzęt/usługi gorszej jakości... kogo to obchodzi. W papierach jest czysto.