Klasa wyzyskiwana istnieje naprawdę

Fakty są nieubłagane — istnieje w Polsce klasa społeczna zmuszana do pracy po 11 i więcej godzin dziennie i to bez gwarancji godziwej zapłaty.

W pierwszym kwartale bieżącego roku średni czas pracy Polaków wyniósł trochę ponad 40 godzin, czyli standardowy ośmiogodzinny dzień pracy w pięciodniowym tygodniu.

Równocześnie ponad 60% przedsiębiorców — właścicieli firm i osób prowadzacych działalność gospodarczą — pracuje ponad 8 godzin dziennie. 36% z nich pracuje 9-10 godzin dziennie, 15% pracuje 11-12 godzin i 7% pracuje ponad 12 godzin dziennie.

Na 1-3 godzinny dzień pracy może sobie pozwolić 3,6% przedsiębiorców, co niezbyt dobrze pasuje do prezentowanego przez część społeczeństwa wizerunku właściciela jako burżuja, który leży, pali cygara a wszyscy na niego harują. Na szczęście jak pokazują badania społeczne jest to dzisiaj część marginalna:

Jedynie 13% sądzi, że ich [przedsiębiorców] działalność jest niekorzystna. W grupie, która nie dostrzega korzyści dominują renciści, bezrobotni, osoby o niższym wykształceniu i niższych dochodach

Tu trzeba jeszcze podkreślić, że te 3,6% to nie jest wcale żadna klasa społeczna, która od urodzenia do śmierci pracuje po 1-3 godziny dziennie. Jest to kategoria statystyczna mieszcząca w sobie przedsiębiorców, którzy w danym momencie mogą sobie na to pozwolić — być może po 40 latach pracy po 12 godzin dziennie. Pisałem o tym szerzej tutaj.

Jeszcze inne badania pokazują jeszcze jedną całkowicie zdumiewającą i niespodziewaną zależność! Mianowicie taką:

Najlepsze wyniki [finansowe] osiągają ci przedsiębiorcy, którzy zajmują się biznesem ponad dwanaście godzin dziennie.

Proszę to skonfrontować z opisową definicją wyzysku, którą cytowałem niedawno za "Dziennikiem Polskim", moim zdaniem absolutnie fenomenalną w swej głupocie.

Comments

O, piękne studium przypadku

O, piękne studium przypadku jak wygląda rzeczywistość przedsiębiorcy w Polsce:

http://www.strefabiznesu.nto.pl/artykul/bledne-kolo-mlodego-przedsiebior...

Mam 25 lat i od 6.01.2010 r. prowadzę własną działalność. Zaciągnęłam kredyt i kupiłam lokal w niewielkiej wsi, i otworzyłam tam sklep.

Jest to jedyny sklep w tej wsi, więc mam wszystko - od chleba przez znicze po skarpetki i bezpieczniki. Wydawałoby się, że interes powinien kwitnąć, natomiast przez kryzys ekonomiczny i „zabijające” mnie opłaty wobec Skarbu Państwa zaczynam się już załamywać psychicznie...

Według rozliczenia od księgowej z podatkowej księgi przychodów i rozchodów wynika, że mój dochód w poszczególnych miesiącach to:

styczeń 466,25 zł
luty -3,366,11 (strata)
marzec 4,609,74
kwiecień -3,368,79 (strata)
maj -1,415,20 (strata)
czerwiec 3,059,33
lipiec 1,236,80
Łatwo więc obliczyć, że w pół roku zarobiłam 1222,02 zł!

Nie wydaję pieniędzy na bzdury, ponieważ nie mam ich kiedy wydawać, gazu i prądu nie odcięli mi tylko dlatego, że na szczęście mam gotówkę w obrocie, więc rachunki płacę na bieżąco, zadłużając się tym samym u dostawców, którzy potem nie dostarczają mi do sklepu towaru.

Nie mam czym handlować, a więc nie mam utargu, tym samym nie mam gotówki na zapłacenie długów - i tak tkwię w tym błędnym kole od 1,5 roku. Nie dostałam żadnego dofinansowania na otworzenie działalności, ponieważ szybko zdecydowałam się na kupno lokalu i założyłam działalność przed złożeniem wniosku, co mnie już zdyskwalifikowało.

Jedyne, co dostałam, to raz stażystkę i refundację środków na doposażenie stanowiska pracy z urzędu pracy. Co miesiąc płacę VAT7 w granicy 1000 zł i to dopiero od miesiąca, ponieważ kupiłam auto ciężarowe.

Wcześniej miałam kombi osobowe i nie mogłam vatu z paliwa odliczać, teraz mam chociaż 1000 zł mniej za VAT, ZUS tak samo, rata za lokal 2000 zł. W marcu br. musiałam zapłacić podatek roczny ponad 3000 zł - właściwie nie mam pojęcia za co..., a jak złożyłam wniosek o rozłożenie tego na raty, to pani w urzędzie mnie poinformowała, że to za dużo zachodu, strasznie dużo papierów i zaświadczeń (...) a i tak są małe szanse, że rozpatrzą wniosek pozytywnie!

Kredytu w żadnym banku nie dostałam, ponieważ potrzebowałam zaświadczenie o niezaleganiu w podatkach i tu znowu błędne koło, bo kogo interesuje, że ja właśnie potrzebuję gotówki na zapłacenie podatku?! (...). Pracujemy z narzeczonym od 6.00 do 18.00 (latem do 21.00), wymieniając się i praktycznie się nie widząc.

Za miesiąc urodzi nam się dziecko, a nas nie stać na zatrudnienie kogogolwiek do pomocy! (...)

W ciągu 1,5 roku raz dostałam zwolnienie lekarskie z powodu ostrego zapalenia nerki, prowadzącego w konsekwencji do niewydolności, więc byłam zmuszona leżeć w domu 7 dni, ponieważ tylko na tyle wyraziłam zgodę. Nie mogłam sobie pozwolić na dłuższe chorowanie (...).

Nie dostałam nawet pieniędzy z ZUS-u za te 7 dni, ponieważ miesiąc wcześniej składkę ZUS zapłaciłam nie 15., a 16. dnia miesiąca!!! Teraz, będąc w ciąży, cały czas jestem w nieustannym biegu, ciągle coś załatwiam, płacę, denerwuję się tym, pożyczam pieniądze, żeby oddać komuś innemu (...). Dwukrotnie odmawiałam przyjęcia skierowania do szpitala, ponieważ nie mogę sobie pozwolić na zbyt długą nieobecność w sklepie (...).

I to jest ta pomoc małym przedsiębiorcom?

Co to państwo z nami robi? Dziś 15.09., a ja wybieram, co mam, by zapłacić ZUS, podatek gruntowy, czynsz, prąd, telefon. Jesteśmy przepracowani, wiecznie oboje zmęczeni i zdołowani, bo nie wiemy, w imię czego tyle pracujemy, nie mając z tego nic... (...)

Pytam więc, co z tym państwem jest nie tak, że ja, pracując z narzeczonym 6 dni w tygodniu po 12 godzin, nie możemy od 7 miesięcy kupić wózka dla dziecka. (...) W tym wszystkim najśmieszniejsze jest to, że mam wyższe wykształcenie, studiowałam 5 lat pedagogikę, a w zawodzie pracowałam w sumie 8 m-cy na dwóch stażach... teraz jako pani magister sprzedaję chleb i wódkę przez 12 godzin dziennie w 8. m-cu ciąży, bo muszę zarobić na podatki, opłaty i kredyty, które zaciągnęłam po to, żeby zapłacić podatki...

pracusie

no to, żeby nie było monotonnie z wykutej narracji kapitalistycznego wyzysku, to strzelę nowocześnie - ale frajerzy ;) a mogli wyemigrować do Europy Zachodniej ;P

No nie, po co do Europy

No nie, po co do Europy Zachodniej? Mogli pójść pracować do urzędu albo na lewą rentę.

a w USA?

A ile przedsiebiorca pracuje w USA?