Jest na to tylko jedna rada: podnieście podatki!

Charakterystyczną cechą polskiej debaty o polityce i gospodarce jest specyficzna forma kultu cargo. W szczególności dotyczy to obniżania lub podnoszenia podatków.

"Przegląd" nawołuje od czasu do czasu do zwiększenia progresji podatkowej, podobnie Wojciech Orliński. Podniesienie podatków ma skończyć z niesprawiedliwościami czy chaosem w usługach publicznych — na przykład służbie zdrowia (niesprawiedliwym byłoby napisanie, że taką tezę stawiał Trystero – w ostatnim zdaniu się przed tym zabezpieczył).

Bo w Szwecji są wysokie i jest fajnie. To niby logiczne — więcej podatków oznacza więcej wydatków na szpitale, szkoły, drogi, ścieżki rowerowe i inne miłe rzeczy. Wszystko to jednak opiera się na jednym ukrytym założeniu: że koszty własne administracji są stałe. To idzie tak: być może rzeczywiście w niektórych szpitalach 80% budżetu idzie na pensje np. 200 pracowników, z których połowa zaludnia "działy administracyjne". Ale jak dorzucimy szpitalowi kolejny miliard do budżetu to wtedy mu wystarczy i na miejsca pracy dla krewnych i na leczenie pacjentów — więc wilk będzie syty, i owca cała.

Niestety, to tak nie działa. W państwach o niskiej kulturze prawnej i słabym nadzorze właścicielskim dowolna ilość pieniędzy zostanie skonsumowana, a jakość usług będzie niska jak była. W skali makro widać to na przykład na poniższym wykresie, w którym wysokość opodatkowania została skonfrontowana z wzrostem PKB. Są tam kraje o niskich podatkach i wysokim wzroście (Australia), niskich podatkach i niskim wzroście (Japonia), wysokich podatkach i wysokim wzroście (Finlandia) i wysokich podatkach i niskim wzroście (Włochy).

Brak jest po prostu jakiegoś bezpośredniego przełożenia wysokich podatków na jakość usług publicznych. Jak już te pieniądze zostaną przez państwo zebrane, to mogą się z nimi dziać najróżniejsze rzeczy. Akurat w Polsce są one chętnie przeznaczane na utrzymanie stabilnego poziomu życia w urzędach, agencjach i spółkach Skarbu Państwa (Elewarr, Koleje Śląskie), a jak coś zostanie to za resztę się świadczy usługi publiczne. Wystarczy popatrzeć co się dzieje w sektorze publicznym w grudniu — kupuje się dosłownie cokolwiek, żeby nie "stracić" pieniędzy, które zostały z budżetu.

Dlatego właśnie nawoływanie do podniesienia lub obniżenia podatków w Polsce jako rozwiązania wszystkich problemów niczym się nie różni od budowania słomianych samolotów i wież kontrolnych przez ludy Mikronezji, w nadziei, że w odpowiedzi spadną z nieba dary. Chcemy małpować rozwiązania ze Szwecji czy Danii, nie próbując nawet zrozumieć dlaczego one się tam sprawdzają.

A sprawdzają się między innymi dlatego, że wysokim podatkom towarzyszy wysoka jakość usług publicznych. Jedno jest z drugim ściśle związane, bo dobre usługi publiczne budują poczucie zaufania do państwa i zachęcają do płacenia podatków. Wysokie podatki w kraju, w którym lekką ręką wydaje się miliard na podtrzymanie przy życiu bankrutującej przechowalni dla polityków, zabrawszy go uprzednio z przedszkoli, skłaniają jedynie do ucieczki w szarą strefę.

Podsumowując, podejście na zasadzie "najpierw podnieśmy podatki a potem się zobaczy" brzmi atrakcyjnie, ale jest to jedynie recepta na pogłębienie alienacji sektora publicznego i zakonserwowanie go w roli uporczywego pasożyta, odwracającego znaczenie "solidarności społecznej" w Polsce (wszyscy solidarnie go unikają). Polską administrację trzeba bezustannie reformować, zaczynając od samej góry i maksymalizować jej efektywność w dostarczaniu usług publicznych. A jak to zaczniemy robić to się nagle okaże, że w gruncie rzeczy nie trzeba podnosić podatków.

Comments

Zapewne poprawi się nieco

Zapewne poprawi się nieco poziom prac naukowych, będą one lepiej cytowane i będzie ich więcej, ale w przeważającej liczbie będą dotyczyły tematyki już obecnie uprawianej. Samo wpompowanie pieniędzy w naukę niewiele poprawi jej kondycję.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,95892,14777424,Chow_wsobny__Zakazac_go_na_polskich_...

Podatki w AU.

Mała korekta: podatki w AU wcale nie są jakieś specjalnie niskie. O ile GST (10%) jest wypada sporo korzystniej od naszych stawek VAT, to już podatek dochodowy jest progresywny (do 45%), i np. w przedziale 37001-80000AUD wynosi od 12.6-21.9% (przy czym 37000 rocznie to jest całkiem marna pensja, która można porównać chyba do naszego 1500). Do tego dochodzi jeszcze np. LCT podatek od luksusu na samochody (33% za każdy $1 powyżej około 60kAUD). Firmy płacą 30% płaskiego podatku. Akcyza na paliwo wynosi około 382AUD/1000l i po jej nałożeniu nakładany jest GST. Tytoń i alkohol są również opodatkowane (alko ponad 70AUD za litr, poza piwem, wyroby tytoniowe: około 36c za papierosa lub ponad 400AUD za kg tytoniu).

Na końcu jest podejrzane

Na końcu jest podejrzane słowo "reformować". Obecny stan nie jest reformowalny. Państwo musi zostać dopiero uformowane. To tak jak z systemami operacyjnymi - są stare, niewydajne, zawieszające się, z dziurami, ale prawie wszyscy się do tego przyzwyczaili i tylko niekiedy wydaję się niektórym, że potrzebne są jakieś patche, a może nawet service packi! Tymczasem trzeba przygotować nowy system - kompatybilny wstecznie ale działający na nowych zasadach. I to jest problem, bo nie chodzi o totalną rewolucję, lecz by rzeczywiście państwo usprawnić, uprościć i uprawnić.