FZLU czy RP?

Czasem zastanawiam się czy nasze państwo rzeczywiście nazywa się Rzeczpospolita Polska, a nie na przykład Federacyjny Związek Luźnych Urzędów?

Rok po likwidacji działalności gospodarczej urząd wezwał mnie do wyjaśnienia jakiegoś drobiazgu — zdarza się, zadzwoniłem i ustaliłem o co chodzi. Następnie z pomocą zaprzyjaźnionej księgowej odszukałem publikację, przystępnie wyjaśniającą jak powinienem był odliczyć VAT od samochodu — wychodzi na to, że poprawnie. Ale jednakowoż gdyż aczkolwiek autor artykułu dodaje:

"Brak jednolitego stanowiska organów podatkowych utrudnia działalność podatnikom. Przy istniejących rozbieżnościach przed likwidacją działalności podatnik powinien zwrócić się do swojego urzędu o interpretację przepisów, aby upewnić się, jak jemu właściwy urząd interpretuje to zagadnienie opodatkowania samochodu osobowego przy remanencie likwidacyjnym."

Czytaj: mniemanie prawnika izby skarbowej w Krakowie może być odmienne od mniemania prawnika takiej izby w Opolu, a to z kolei może odbiegać od mniemania obowiązującego w Siemiatyczach. A ponieważ ich mniemania definiują Prawo obowiązujące działających na ich terenie przedsiębiorców, więc w teorii mamy jedną ustawę i organy administracji publicznej, które "działają na podstawie przepisów prawa" (art. 6 kpa), a w praktyce coś w stylu Polski dzielnicowej, gdzie wszystko zależy od tego, jaki się komu trafi feudał.

Pewien postęp można odnotować w dziedzinie komunikacji — wszystkie wymagane dokumenty udało mi się przesłać do US za pomocą ePUAP!

Comments

z drugiej strony ...

... jakby Minister czy inny Nadurzędnik, wydał okólnik instruujący urzędników jak mają interpretować zapis w ustawie i rozporządzeniu, to by było gadanie o prawie powielaczowym.

Prawo powielaczowe

Problem z prawem powielaczowym polegał na tym, że było przekazywane cichcem co prowadziło do sytuacji kafkowskich. Wystarczy, żeby wytyczne co do interpretacji były publikowane w BIP resortów i były dostępne zarówno dla urzędów jak i przedsiębiorców. A jeszcze lepsze byłoby dodawanie do ustaw i rozporządzeń preambuły określającej cele biznesowe i kontekst danej regulacji (jak w dyrektywach UE).

P.S. tutaj był podobny pomysł, tutaj wszedł w życie

preambuła tak, wytyczne nie

Wytyczne - toż to wprowadzanie pozakonstytucyjnego źródła prawa.

No powiedzmy, że obywatel chce coś załatwić. Uważa że ma prawo. Urzędnik podziela zdanie obywatela. Ale mówi:
- wybacz Obywatelu, nie załatwię twojej sprawy po twojej myśli.
- ależ Urzędniku, przecież artykuł X ustęp Y mówi wyraźnie że Z, co ma w moim przypadku zastosowanie
- też tak sądzę Obowatelu, jednakże Minister uważa inaczej i kazał nam robić wg jego uważania.

Problem w tym, że Minister nie może sobie jednego pisać w rozporządzeniu, a drugiego w okólniku. A do tego sprowadzałyby się, w pewnych przypadkach, takie odgórne i obowiązkowe interpretacje.

Poza tym, nawet jakby istniała delegacja ustawowa do takich okólników (brzmiało by to jakoś tak: Minister właściwy dla wykonania ustawy określa sposób wykonania w rozporządzeniu, zaś sposób wykonania rozporządzeniu w okólniku), to gdyby w rozumieniu urzędnika istniała sprzeczność między ustawą/rozporządzeniem (aktem wyższego rzędu) a okólnikiem (aktem niższego rzędu) - miałby IMHO obowiązek zastosować ustawę/rozporządzenie.

A preambuła - jak najbardziej. To by było jak najbardziej wskazane i konstytucyjne.

Okólniki

Problem nie sprowadza się przecież do sytuacji, w których "artykuł X ustęp Y mówi wyraźnie że Z". Jeśli mówi wyraźnie to problemu nie ma!

Problem dotyczy sytuacji, w których prawo mówi np. o "spadku" i urząd w Opolu rozumie przez to "po prostu spadek" a urząd w Szczecinie "spadek oraz podział spadku". Albo "w formie pisemnej" jeden urząd rozumie sobie jako "pisemnej na papierze" a drugi "napisany w postaci elektronicznej albo papierowej". Albo gdy żaden urząd na dzień dzisiejszy w gruncie rzeczy nie wie co to oznacza "prawo do ubezpieczenia zdrowotnego" i jak się go stwierdza.

W rezultacie na podstawie tego samego prawa dwa różne urzędy podejmują odmienne decyzje w odniesieniu do tego samego stanu faktycznego. To skutkuje niestabilnością prawa i brakiem przewidywalności działań organów administracji publicznej (odsyłam do art. 7 i 8 kpa).

Co do implementacji to nie jestem prawnikiem i nie wiem jak to należy poprawnie rozwiązać. Jako konsument prawa stwierdzam, że problem istnieje i trochę spekuluję na temat rozwiązań, które wydają mi się możliwe.

Również nie jestem

Również nie jestem prawnikiem. I również jako konsument prawa - wcale nie uważam że minister interpretacje pisałby lepsze niż pisze rozporządzenia.

Jakby mógł pisać lepiej - napisałby w rozporządzeniu. A skoro nie napisał - to lepiej niech już więcej nie pisze bo popsuje :).