Dlaczego Polska nadal plącze się w ogonie rankingów?

Dlaczego Polska od lat pozostaje na odległych miejscach rankingów przyjazności dla biznesu, konkurencyjności, nowych technologii, wolności gospodarczej czy e-administracji pomimo licznych strategii, komisji, inicjatyw czy wręcz kampanii legislacyjnych kolejnych rządów?

Powód jest bardzo prosty - kolejne rządy nie myślą o reformach w sposób strategiczny i procesowy, zaś głównym obowiązującym wskaźnikiem jest ilość wydanych pieniędzy i odbytych spotkań a nie osiągniętych celów. Rządy skupiają się na robieniu, a nie dostarczaniu gotowych rozwiązań.

Jak to działa? W 2002 roku weszła ustawa o podpisie elektronicznym, która miała rzekomo otworzyć obywatelom wrota do elektronicznej administracji. Jak wpłynęła ona na liczbę obywateli mogących coś załatwić w sieci przez Internet? Nijak. W 2005 roku weszła ustawa o informatyzacji. Wpływ na obywateli? Zerowy. W jaki sposób zwiększyła ona konkurencyjność Polski z punktu widzenia inwestora zewnętrznego czy podatnika? Nijak. Z punktu widzenia obywateli i inwestorów kolejne rządy starannie zmarnowały każdy jeden rok z tych kolejnych lat.

Później było już tylko gorzej - chaotyczne, zamknięte w myśleniu resortowym regulacje skutowały wydawaniem milionów złotych ale nadal nijak nie przekładało się to na liczbę obywateli mogących cokolwiek załatwić w urzędzie przez Internet. Od 2001 roku wskaźnik ten oscyluje poniżej 1% populacji, która potencjalnie może to zrobić, podczas gdy startująca z tego samego poziomu bankowość elektroniczna doszła już do 30% populacji, która faktycznie to robi.

Polskie rządy od lat przypominają informatyków, którzy spędzają mnóstwo czasu na dyskutowaniu niezwykle istotnych ze swego punktu widzenia detali technicznych i mają dzięki temu poczucie, że coś robią - ale cóż z tego, skoro nie potrafią dostarczyć klientowi działającego produktu? W tym samym czasie setki tysięcy obywateli UK co roku korzystały z uruchomionego już w 2001 roku portalu rządowego - i to jest coś, co mierzy OECD i inne tego typu organizacje.

Obecnie mamy strategię informatyzacji państwa, mamy nową ustawę o informatyzacji, gdzieś po resortach plącze się nowa ustawa o podpisach. I co? I nic. Rząd dał resortom parę nowych narzędzi, ale nie zmienił resortowego betonu, zarówno w sferze organizacyjnej jak i mentalnej. Poprawiło się funkcjonowanie jednego czy drugiego urzędu, ale nie zmieniła się archaiczna struktura polskiej administracji jako całości. Nie poprawiła się jakość stanowionego prawa, zarządzanie kadrami w sektorze publicznym czy działanie sadów. Czyli te dziedziny, które wymagają podejścia strategicznego i całościowego. Wygląda to tak, jakby kolejne rządy od dawna nie miały rzeczywistej kontroli nad swoją własną administracją.

W każdej z tych dziedzin rząd coś tam dłubie, ale kogo to interesuje? Najistotniejsze jest to, że niewiele się zmieniło z punktu widzenia obywatela, a każdy uczestnik przetargu nadal musi jak idiota biegać po urzędach i kolekcjonować kwitki potwierdzające figurowanie w różnego rodzaju bazach. I dlatego właśnie Polska plącze się na końcu różnego rodzaju rankingów - OECD nie patrzy bowiem na to co dane państwo od lat robi, tylko co zrobiło.