Dlaczego kobiety zarabiają mniej?

W dyskusji u Michała Sędzikowskiego pojawił się następujący argument "w Polsce nadal średnie płaca kobiet jest niższa niz meżczyzn." O czym nam mówi ten wskaźnik i czy rzeczywiście należy w związku z tym uruchomić biurokratyczną urawniłowkę w celu zrównania płac?

Przede wszystkim przeanalizujmy uogólnioną wersję tej tezy: "płace kobiet są niższe niż mężczyzn"? Czy znaczy to:

  1. że suma zarobków wszystkich kobiet w Polsce jest mniejsza niż mężczyzn? To prawda, ale co z tego? Jeśli statystycznie mniej kobiet pracuje to taki wynik jest oczywisty, ale nie ma w tym żadnej nierówności.
  2. że kobiety generalnie zarabiają mniej niż mężczyźni - dobrze, ale na jakich stanowiskach? Znam takie przypadki - w firmie szkoleniowej na 20 trenerów było 19 chłopa i 1 pani. W sekretariacie i logistyce - dokładnie na odwrót. Trener zarabiał np. 600 zł za dzień szkoleniowy, a pracownik biurowy - 2000 zł podstawy miesięcznie plus premie. Nierówność? Tak, ale z wyboru - dlaczego na wszystkie rekrutacje na trenerów przychodzili tylko faceci (z tym jednymwyjątkiem)?
  3. że kobiety na tych samych stanowiskach zarabiają mniej niż mężczyźni?  I to tutaj dokonuje się prawdopodobnie najsubtelniejszych manipulacji. Co to znaczy "to samo stanowisko"? Czy oznacza tę samą liczbę przepracowanych godzin? Nadgodzin? Delegacji? Kilometrów przejechanych samochodem? Z moich doświadczeń wynika, że nie - znane mi panie preferowały nie branie nadgodzin (płatnych), delegacji (płatnych), "kilometrówek" (płatnych), wyjazdów w niedziele (płatnych). Nierówność płacy "na tym samym stanowisku"? Tak, ale znowu z wyboru.

We wszystkich opisanych przypadkach nie mamy do czynienia z nierównością czy dyskryminacją. Mamy do czynienia z równością płacy w stosunku do rzeczywiście wykonanej pracy. Nierówność bezwzględnych wypłat wynika więc z różnic w czasie pracy oraz  z różnic w wartości pracy czyli stawce godzinowej.

I tak dochodzimy do kolejnego argumentu:

"Słabo opłacane zawody są dramatycznie sfeminizowane, co czasem jest społecznie niekorzystne, jak w przypadku szkolnictwa."

Postawmy to pytanie inaczej, a dostaniemy odpowiedź na obydwa pytania. Po pierwsze, dlaczego niektóre zawody są opłacane lepiej, a inne gorzej? Odpowiedź: dlatego że:

  1. niektóre zawody są bardziej ryzykowne; statystycznie mężczyźni mają większą skłonność do podejmowania ryzyka niż kobiety i lepiej się czują takie ryzyko podejmując - więc te zawody są częściej wybierane przez mężczyzn
  2. niektóre wymagają większej siły fizycznej; statystycznie mężczyźni dysponują o 60% większą siłą fizyczną niż kobiety; nikt nie czuje się dobrze pracując ponad siły - więc te zawody też są częściej wybierane przez mężczyzn

Te punkty są chyba dość oczywiste i tłumaczą, dlaczego to w większości mężczyźni są pracownikami górnictwa dołowego, platform wiertniczych, oddziałów prewencji w policji, żołnierzami, śmieciarzami, wulkanizatorami, mechanikami samochodowymi i tak dalej.

W każdym przypadku wystąpi co najmniej jeden z dwóch wymienionych czynników, tłumaczących dlaczego dany zawód częściej wybierająmężczyźni a nie wybierają go kobiety.

W dzisiejszych czasach mamy mnóstwo zawodów biurowych lub quasi-biurowych, które teoretycznie mogą być wykonywane równie dobrze przez kobiety jak i przez mężczyzn. Ale mamy tutaj trzeci czynnik:

  1. niektóre zawody wymagają większej dyspozycyjności- pracy po godzinach, w niedziele, wyjazdów, pokonywania długich tras samochodem; ja pracując jako trener musiałem nieraz w niedzielę po południu jechać samochodem do Warszawy albo Gdańska, zapakować i wypakować ciężki sprzęt, czasem przygotować salę itd.

Wracamy więc do "równej płacy za równą pracę" czyli równejdla kobiet i mężczyzn stawki godzinowej ale pomnożonej przez liczbę godzin, większądla mężczyzn takich jak ja.

Żadna z koleżanek nie chciała w ten sposób pracować (z pojedynczymi wyjątkami), bo nie lubiały jeździć samochodem "w trasie", bo nie miały siły na wypakowanie sprzętu i tak dalej. To ich święte prawo i nikt nie ma do nich o to pretensji - ale nie mówmy, że "zarabiają średnio mniej" sugerując jakąś dyskryminację bo to nieprawda.

Kilka lektur uzupełniających: