Co zmieniła Rewolucja Październikowa?

Wśród sympatyków marksizmu dość powszechne jest przekonanie, że Rewolucja Październikowa i przejście do gospodarki centralnie planowanej znacząco podniosło standard życia Rosjan, nawet jeśli było okupione "pewnymi ograniczeniami swobód obywatelskich". A jak było w rzeczywistości?

Książka Wiktora Krawczenki "Wybrałem wolność" była w XX wieku unikalna pod wieloma względami. Przede wszystkim dlatego, że stanowiła jeden z pierwszym tak obszernych i syntetycznych raportów ze stanu ZSRR w latach 30-tych i 40-tych napisanych przez członka partii, inżyniera i dyrektora wysokiego szczebla. Książka — poza opisem własnych doświadczeń i przemyśleń — zawiera mnóstwo konkretnych danych i wskaźników ekonomicznych. Co istotne, książka w 1949 roku przeszła "test sądowy", gdy Krawczenko oskarżył o zniesławienie komunistyczny tygodnik "Les Lettres Françaises", który zarzucał mu rozsiewanie kłamstw, wrogiej propagandy, defraudację oraz impotencję. Na "procesie stulecia", jak go określano, zeznawały setki świadków powołanych zarówno przez ZSRR, jak i przez powoda, w tym słynna Margaret Buber-Neumann, niemiecka komunistka więziona najpierw w radzieckim Karłagu, a potem, na mocy umowy radziecko-niemieckiej, przekazana przez ZSRR w ręce Gestapo i umieszczona w Ravensbrück. Krawczenko proces wygrał (co opisał w drugiej książce "I chose justice").

Krawczenko w wielu miejscach książki opisuje nędzę w jakiej żyli radzieccy robotnicy oraz masowe wykorzystanie pracy niewolników i w pewnym momencie dochodzi do wysuwanego często argumentu "ale za cara było jeszcze gorzej".

Ślusarze w Nikopolu dostają teraz od stu czterdziestu pięciu do dwustu rubli miesięcznie. Przed 1917 rokiem dostawali zaledwie trzydzieści pięć do pięćdziesięciu rubli. Wykwalifikowany tokarz zarabiał wtedy od czterdziestu pięciu do osiemdziesięciu pięciu rubli. Dzisiaj zarabia dwieście do trzystu pięćdziesięciu. Uwzględniając również skrawaczy, wytapiaczy, operatorów dźwigów elektrycznych, średnia dzisiejsza pensja wynosi dwieście czterdzieści rubli, a w dawnych czasach wynosiła około pięćdziesięciu pięciu rubli.

Nominalnie wygląda nieźle, prawda? Ale Krawczenko przechodzi do analizy siły nabywczej rubla wtedy i dzisiaj (tj. ok. 1936 roku):

Przed rewolucją kilogram chleba kosztował pięć kopiejek. Ile kosztuje dzisiaj? Od rubla i dwudziestku kopiejek do dwóch rubli. Kilogram mięsa kosztował piętnaście do dwudziestu kopieje, a dzisiaj, jeśli w ogóle zdołasz dostać mięso, musisz zapłacić około dwunastu rubli — czyli sześćdziesiąt razy tyle! Osiemset rubli [za ten garnitur] — trzy albo cztery razy więcej niż zarabia dzisiaj wykwalifikowany skrawacz! [Przed rewolucją] około piętnastu rubli, góra dwadzieścia. (...) Pensje wzrosły trzykrotnie albo pięciokrotnie i wychwala się to jako wielki postęp ekonomiczny. Ale koszty utrzymania wzrosły nie pięciokrotnie, ale piętnastokrotnie, czterdziestokrotnie, pięćdziesięciokrotnie. Ślusarz, który zarabiał pięćdziesiąt rubli miesięcznie, był dobrze sytuowanym robotnikiem. Dzisiaj zarabia dwieście rubli i jest żałosnym nędzarzem. (...) Za pięćdziesiąt rubli miesięcznie człowiek mógł utrzymać rodzinę na przyzwoitym poziomie. Teraz, przy dwustu rublach, musi posłać do pracy żonę i dorosłe dzieci, żeby związać koniec z końcem.

Co ciekawe, wnioski te pokrywają się ze współczesnymi badaniami historyków rosyjskich, opartych na zachowanych dokumentach przedrewolucyjnych. Autorka jednej z takich prac Pre-revolution living standards: Russia 1888-1917 Jekaterina Haustowa kończy swoją pracę konkluzją, że "średni roczny zarobek robotnika płci męskiej wystarczał na utrzymanie gospodarstwa domowego na podstawowym poziomie przez cały okres przedrewolucyjny, za wyjątkiem lat 1916-1917".

Comments

Porówniania bez sensu. Trzeba

Porówniania bez sensu. Trzeba by jeszcze porównać skalę zatrudnienia, warunki mieszkaniowe i wiele innych aspektów, aby mieć jakieś zdanie. Tyle, że po co marnować energię na ustalanie która dyktatura była lepsza.

W kwestii formalnej ;-)

Richard Pipes ("Rewolucja rosyjska") mówi, że nie było czegoś takiego jak "rewolucja październikowa". Była rewolucja w lutym 1917 r., a później po prostu pucz, któremu nie zaradzono tylko dlatego, że nikomu się nie chciało, że zlekceważono niebezpieczeństwo, że rząd Kiereńskiego (i armia, i eserowcy) najbardziej nie ufali sobie samym nawzajem.

To tak, w kwestii formalnej tylko :)

Rewolucja, czy pucz?

No, zgadza się. Jeżeli spojrzeć z boku, to wszystko w tym było kłamstwem: np. mienszewicy byli partią większościową, gdy bolszewicy kanapową. Nie było obrazowanego przez Eisensteina ataku na Pałac Zimowy, nie było strzałów z Aurory... Mistrzostwo propagandowe pierwszych bolszewików zadziwia i każe myśleć, jak to z tym może być dziś, gdy nauka przecież poszła trochę do przodu? Rewolucja październikowa była puczem wywołanym przez agenta niemieckiego (świadomego lub nieświadomego, to pozostaje do ustalenia), aby zlikwidować front wschodni. Jest taka uproszczona wersja.

Faktycznie, jest też grupa historyków (?), którzy oskarżają Piłsudskiego o pozostawanie niemieckim agentem (świadomym lub nieświadomym), a prowadzoną przez niego wojnę z bolszewikami również za niemiecką inspirację - toż bez silnego oporu Polski Niemcy by się przed falą ubranych w łapcie apostołów rewolucji nie obroniły swoją 15-tysięczną armią bez ciężkiej broni! Za to siły polskie były zajęte na wschodzie i nie wykorzystały słabości Niemiec, żeby sobie odkroić np. Pomorze. Takie coś też czytałem. Nie wiem, co o tym myśleć, nie mam zwyczaju zwracać uwagi na łajanie głównonurtowców, oni kiedyś uważali, że człowiek pochodzi od Boga, a nie od małpy. Kiedyś może się to wyjaśni.

O spadku poziomu życia po rewolucji można przeczytać też w dziełku Ossendowskiego pt. "Lenin". Facet tam był i widział.