Co po zakazie palenia węglem?

Po niewątpliwym sukcesie Krakowskiego Alarmu Smogowego jakim było doprowadzenie do uchwały w sprawie węgla praca dopiero się zaczyna. Do wejścia w życie zakazu mamy jeszcze prawie 5 lat, w tym czasie odbędą się trzykrotnie wybory (dwukrotnie samorzadowe i raz parlamentarne), więc okazji do jego uchylenia lub rozwodnienia będzie wiele. Zwłaszcza, że uchwała to nie tylko zakaz, jak zwykło się mówić — to program, którego warunkami koniecznymi są m.in. rozbudowa sieci ciepłowniczej, program wsparcia socjalnego, program wymiany pieców i, na końcu, sam zakaz stosowania paliw stałych.

Przede wszystkim w ciągu tych pięciu lat pojawi się wiele nowych szczegółów związanych z wdrażaniem uchwały. I dobrze, jeśli się pojawią, bo to będzie oznaczało, że uchwała nie została odłożona na półkę.

Program można i należy w ciągu tych pięciu lat poprawiać. Osobiście uważam, że do listy dopuszczalnych paliw należy dodać etanol/metanol (używany w “biokominkach”). Miasto powinno też w ciągu tych pięciu lat wypracować proces pozwalający na dopuszczenie do użytku zaawansowanych pieców niskoemisyjnych na pelet, ale z dopuszczeniem wyłącznie na podstawie oceny specjalisty bo w przeciwnym razie z dnia na dzień będziemy mieć wysyp "czystych" pieców wyłącznie na papierze. Wydaje mi się, że jest to rozwiązanie bezpieczne bo jak ktoś ma piec za 20 tys. to nie będzie go ładował miałem węglowym a niewłaściwe jest “karanie” zakazem tych, którzy zainwestowali w nowoczesne systemy ogrzewania. Miasto traci w ten sposób poparcie ludzi, którzy są jego największymi sprzymierzeńcami bo z własnej woli zainwestowali w czyste systemy ogrzewania.

Niestety, w ciągu najbliższych pięciu lat praktyka miejskich urzędów może skutecznie zarżnąć uchwałe i doprowadzić do tego, że albo będzie to martwe prawo albo będzie narastać opór społeczny. Wiemy jak wyglądało wprowadzanie ustawy śmieciowej, na profilu KAS na Facebooku można znaleźć relacje osób opisujących patologie w procesie refundacji wymiany pieców czy tumiwisizm MPEC. Niestety, te instytucje będą twarzą programu ochrony powietrza przez najbliższe lata i każdy przypadek gdy wniosek, który nie dostał dofinansowania w tegorocznym budżecie nie może być zgłoszony w przyszłym to ewidentna niesprawiedliwość i kolejny przeciwnik zakazu.

Rolą organizacji społecznych, w tymlKAS powinno być zbieranie takich uwagi i monitorowanie jakości obsługi klientów w instytucjach miejskich — mamy prawo domagać się od UMK publikacji statystyk — np. średniego czasu rozpatrywania wniosków, liczby wniosków odrzuconych oraz odnoszenia się do patologii zgłaszanych przez obywateli.

Kolejnym krokiem jest wymuszenie na wojewódzkim inspektoracie ochrony środowiska częstszych kontroli w Łęgu, Skawinie i nowohuckim kombinacie. Jeśli, jak piszą ludzie na FB, są one robione raz do roku (i pewnie na zasadzie “wicie-rozumicie”) to jest to zagrożenie krytyczne, bo rozłoży na łopatki cały cel strategiczny jakim jest faktyczne obniżenie stężeń w Krakowie. One się po prostu nie obniżą, jeśli zakłady przemysłowe będą w nocy wyłączać elektrofiltry.

Kolejnym krokiem jest nawiązanie kontaktów z Ministerstwem Zdrowia i NFZ, które wydają się być całkowicie pasywne w dziedzinie, która jest zasadniczym celem ich istnienia — ochronie zdrowia. Przyjęło się, że obie instytucje są pasywnymi administratorami (i to dość słabymi) systemu leczenia, ale już nie bardzo zapobiegania chorobom. Tymczasem już samo wyeksponowanie kosztów ponoszonych przez NFZ w wyniku zanieczyszczenia powietrza powinno skłonić rząd do zastanowienia się, czy to co Ministerstwo Finansów zarabia na akcyzie na gaz i prąd nie jest tracone na kosztach zewnętrznych zanieczyszczenia, którego głównym powodem jest absurdalna polityka fiskalna. Polityka, zgodnie z którą najczystsze paliwa są najdroższe a najtańszy jest węgiel, który jest subsydiowany podwójnie - przez brak akcyzy do celów indywidualnych oraz przez subsydiowane składki emerytalne dla pracowników kopalni, także prywatnych.