Ale gdzie są polskie drogi?

Cykliczne zaklinanie deszczu pod hasłem "majstrowanie w taryfikatorze poprawi bezpieczeństwo na polskich drogach" zaczyna się od nowa.

Nadchodzą kolejne zmiany w taryfikatorze mandatów karnych — głównie zwiększenie ilości punktów za poszczególne wykroczenia drogowe. Inicjator tych zmian tradycyjnie "liczy", że przełożą się one na zmniejszenie liczby wypadków. Dlaczego polscy ustawodawcy zawsze "liczą" i "mają nadzieję"?

Uzasadnienie tych zmian jest dość łopatologiczne: "Kierowców nie odstrasza ani fakt, że policja coraz częściej wyłapuje piratów drogowych (w zeszłym roku aż o 25 proc. wzrosła liczba mandatów), ani wysokość mandatów". Hej, ustawodawco, może więc problem nie leży tylko w kierowcach? Adam Furgalski z TOR zauważa z kolei: "Jesteśmy na szarym końcu Europy pod względem bezpieczeństwa na drodze." Ahem, to może warto sprawdzić na którym miejscu w Europie jesteśmy pod względem jakości dróg?

Chyba też na szarym końcu, skoro only 3% of Polish roads currently meet EU standards (2007), a według GDDKiA 40% dróg wymaga pilnego remontu.

Jak już jesteśmy przy statystyce, to może warto sprawdzić czy istnieje jakaś zależność między jakością dróg a liczbą wypadków? Z danych GDDKiA wybrałem wskaźnik natychmiastowych potrzeb remontowych, jako niezależny od długości sieci drogowej. Z danych policji wskaźnik liczby wypadków na 1 tys. mieszkańców, oba liczone według województw. Wykres wygląda jak poniżej, a współczynnik korelacji między obydwoma zbiorami wynosi 0,4.

Tak więc wydaje mi się, że mamy do czynienia z częstą w naszych kręgach decyzyjnych sytuacją, w której pewne wnioski są tak oczywiste, że powszechnie ignorowane. Argument o wpływie jakości infrastruktury drogowej na bezpieczeństwo pojawia się czasem w dyskusjach sejmowych czy medialnych, ale przeważnie w charakterrze "niepoliczalnej mądrości ludowej". Wprost powiedział to dopiero NIK.

AttachmentSize
jakosc_drog_a_wypadki.xlsx13.63 KB

Comments

chyba nie...

jaki wpływ ma jakość jezdni na to, że jakiś debil idzie na czołowe wyprzedzając na trzeciego??? Problem w tym, że jak ma forsę, to da w łapę policjantowi i nadal będzie tak wyprzedzał (aż się lub kogoś zabije). Mamy problem główny, ale nie z jakością dróg a z prawem i jego egzekwowaniem. Po drugie mamy problem z idiotycznym stawianiem znaków drogowych czego konsekwencja jest zupełna utrata zaufania do ich treści ... i łamanie prawa - koło się zamyka...

jakiś debil idzie na czołowe

to ja (wyprzedzany) - przyspieszam, wychodzac z zalozenia ze jedyna metoda na debili jest "selekcja naturalna", a ze czolowego nie przezyje, to sie wyeliminuje. I do tylu sie nie patrze, co sie tam stalo...

I bedzie debili mniej.

Ok, ale wypadki zdarzają się

Ok, ale wypadki zdarzają się z różnych powodów, nie tylko z powodu wyprzedzania na trzeciego. Np. pierwotną przyczyną potrąceń pieszych na drogach we wsiach itd nie jest to, że auto jechało 50 km/h albo 70 km/h tylko to, że pieszy był na pasie jezdni. No ale dlaczego był na pasie jezdni? Bo nie było ani pobocza ani chodnika. Z kolei koleiny czy dziury w drodze potrafią wyrzucić auto ze swojego pasa, co też się może skończyć wypadkiem. Stawianie znaków gdzie popadnie o którym piszesz to jest właśnie od 20 lat główna odpowiedź na problem tragicznej jakości dróg.