Ale dlaczego ustawy nie działają?

"Coś nie wyszło, nie zagrało" - czy to główna reflekcja i podsumowanie programu aktywizacji pracowników 50+ na jakie stać naszych ustawodawców?

Na uwagę zasłuje mistyczno-metafizyczny charakter polskiej legislacji i polityki społecznej. Mamy XXI wiek, 300 lat po Oświeceniu. Leki dostępne w aptekach mają gwarantowaną skuteczność i opisane skutki uboczne nawet tak rzadko występujące jak 1/100 tys. Tymczasem politycy nadal siedzą w epoce drakwi, pijawek i upuszczania krwi. Piszemy ustawę i mamy nadzieję, że zadziała tak jak oczekiwaliśmy. Prawdopodobieństwo sukcesu? Skutki uboczne? Niestety, tutaj jesteśmy zdani na Opatrzność...

Zjawisko to w regulacjach dotyczących aktywizacji zawodowej 50+ komentuje Agnieszka Chłoń-Domińczak:

Faktycznie, w pewnym momencie pojawiła się kwestia spojrzenia jeszcze raz na ten przepis - przyznaje Agnieszka Chłoń-Domińczak. - Bo niestety może on działać niezgodnie z intencją.

To przypadek kliniczny. Kilka miesięcy temu opisywałem jak posłowie "pochylali się" (nie cierpię tego natręta językowego) nad ustawą odpadową, którą sami rok wcześniej napisali z elementarnymi błędami i przeciwskutecznymi regulacjami. Od ponad 10 lat z przerażeniem obserwuję cyrk jaki reprezentacji narodu przy wsparciu urzędników wyprawiają wokół ustawy o podpisie elektronicznym. Jak jesień następuje po lecie, tak z kosmiczną regularnością powtarza się cykl: "przecież piszemy ustawę" → "może i nie działa ale to tylko choroba wieku dziecięcego" → "ojej, nie zadziałało w ogóle? to dziwne... ale intencje mieliśmy dobre".

To co charakterytuje te regulacje to kompletny brak analizy problemu przed przystąpieniem do tworzenia regulacji. Czy tego odkrycia, które opisuje pani Chłoń-Domińczak nie można było przewidzieć przed wprowadzeniem ustawy? Oczywiście, że można było. Co więcej, można było także przeprowadzić programy pilotowe, przetestować różne metody aktywizacji na randomizowanych grupach i w rezultacie określić skuteczne metody, które przez ustawę zostałyby następnie powielone we wszystkich urzędach pracy. Administracje nastawione na rozwiązywanie problemów a nie mówienie o tym robią tak od dawna (gdzieś od lat 60-tych).

Wszystkie te techniki prawa opartego na faktach opisuje ocena skutków regulacji. Dotychczas jest ona powszechnie ignorowana, bo zamiast radosnej paplaniny i pisaniny wymaga zmierzenia się z faktami. W kulturze urzędniczej od co najmniej pół wieku opartej na ich dialektycznym przeinaczaniu lub ignorowaniu rzeczywistości takie podejście nie jest najwyraźniej mile widziane.