Absurdów w ubezpieczeniach zdrowotnych ciąg dalszy

Ministerstwo Zdrowia i ZUS robią wszystko by ośmieszyć polski system opieki zdrowotnej. Wszystko przez nieodpartą chęć trwania przy rozwiązaniach odpowiednich być może w czasach carskich.

Tym razem absurd z punktu widzenia lekarzy — MZ chce, żeby lekarze oddawali pieniądze jeśli pacjent nie ma ubezpieczenia. Lekarze protestują i zapowiadają, że w takim razie nie będą wystawiać recept na leki refundowane — i mają rację.

Jeśli chodzi o prawo do ubezpieczenia zdrowotnego do metoda jego potwierdzania zmieniała się w ciągu ostatnich kilku lat jak w kalejdoskopie i to w tradycyjnym polskim stylu — za zmianami mętnych przepisów szły jeszcze bardziej mętne zmiany interpretacjach i procedurach stosowanych przez szpitale czy urzędy. Na początku były książeczki zdrowia ważne pół roku, co potem skrócono do miesiąca. Oczywiście bez zmiany druków, na których nadal było napisane "ważne 6 miesięcy", ku uciesze pacjentów dowiadujących się o tym w przychodniach. Potem zamiast książeczek urzędy i szpitale zaczęły żądać druków RMUA.

Czym jest druk RMUA? Świstkiem wystawionym przez pracodawcę, który potwierdza przelanie składki zdrowotnej do ZUS. Świstek taki można sfałszować każdy dysponując skanerem i drukarką. RMUA to właśnie zwykły wydruk z drukarki opatrzony pieczątką i zygzakiem, a nie żaden oficjalny druk na papierze ścisłego zarachowania. Jest to oczywiście karalne. Ale takie fałszerstwa się zdarzają i wątpię, by lekarze mogli je skutecznie demaskować. Ale mają za nie odpowiadać finansowo.

Podstawowy problem polega jednak na tym, że właściwym dysponentem informacji o posiadaniu ubezpieczenia zdrowodnego nie są lekarze tylko ZUS i NFZ. Jeśli instytucje te chcą by lekarze mogli sprawdzać skutecznie prawo do ubezpieczenia zdrowotnego to niech dadzą im dostęp do odpowiedniej usługi on-line.

Jak taka usługa może wyglądać? Formularz na stronie WWW (dostępny choćby i z komórki), gdzie podaje się numer PESEL, przepisany z dowodu osobistego pacjenta, a strona odpowiada — "ma ubezpieczenie" albo "nie ma ubezpieczenia". Jeśli NFZ obawia się GIODO (choć brak tutaj znamion naruszenia prywatności pacjenta) to w formularzu może żądać podania nazwiska lekarza, numeru licencji itp. A w razie podania fałszywych danych po stronie serwera jest przecież rejestrowany adres IP pytającego.

Zamiast tego NFZ opiera się na jakichś absurdalnych łańcuszkach domysłów, których podstawowym fetyszem są przenoszone z miejsca na miejsce świstke papieru. Na dodatek zapewniające w razie fałszerstw zerowe bezpieczeństwo prawne. W rezultacie tysiące pacjentów muszą co miesiąc te świstki drukować i nosić. Półoficjalne wytłumaczenie NFZ jest takie, że informacje od ZUS dostają z trzymiesięcznym opóźnieniem. Tłumaczenie to jest moim zdaniem kompromitujace zarówno dla ZUS, NFZ jak i ogólnie państwa polskiego...

Comments

A nie mówiłem?

Pisałem o podobnych sprawach na swoim blogu, jak i na Twoim.

1/Rozporządzenie Prezesa NFZ w sprawie leczenia specjalistycznego - jakiś agramatyczny bełkot, życie toczy się dalej, gdyż NFZ (na razie?) nie zwraca uwagi na naciąganie przepisów.
2/ Rozporządzenie w sprawie badania kierowców - zablokowało(by) możliwość prowadzenia pojazdu osobom z umiarkowanym upośledzeniem słuchu.
3/Chaotyczne koncepcje informatyzacji resortu bez określenia celu, na zasadzie "nos dla tabakiery"
3/Teraz znowu sprawa recept.

Ministerstwo Zdrowia i quasipaństwowa struktura, jaką jest NFZ - straciła umiejętność wprowadzania jakichkolwiek zmian. Co wyda rozporządzenie - jest ono kompletnie "odjechane". Ciekawe, dlaczego tak się stało?
Moim zdaniem duże znaczenie ma świadomość braku odpowiedzialności. Jakiekolwiek głupie rozwiązanie by przeforsowano: ZOZ-y i lekarze, w celu zachowania miejsc pracy i tak naciągną przepisy.

A ja właśnie dostałem

A ja właśnie dostałem odpowiedź od NFZ. W skrócie - klasyczne dupa lex sed lex :) Dziś postaram sie wrzucić na stronę. I wysłać zapytanie do rzecznika MZ co mają zamiar z tym zrobić :)

Acha, żeby nie było, jaki to

Acha, żeby nie było, jaki to pieniacz i krytykant się czepia - podaję oczywiste rozwiązanie w sprawie recept: O odpłatności (refundowana/nierefundowana) decyduje APTEKA!

Sprawa jasna - aptek jest mniej niż gabinetów lekarskich, nie ma wizyt domowych aptekarzy, apteki mają infrastrukturę informatyczną (kasy fiskalne, programy komputerowe i czytniki do weryfikacji recept i obliczenia refundacji), na receptach są numery PESEL i numery unikalne recept (obligatoryjnie weryfikowane przez elektroniczne czytniki) itd.
Ile zajmie Ci zaprojektowanie współpracy tego systemu z Centralnym Rejestrem Ubezpieczonych? Dzień Dwa?